• Wpisów:29
  • Średnio co: 43 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 19:10
  • Licznik odwiedzin:4 367 / 1318 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Powtórnie nie było mnie Aż 20 dni...Zdecydowanie za DUZO
Przez ten czas moglam napisac duzo rozdzialow,lecz tego nie zrobilam napisalam tylko 1. Moze jutro cos uda mi sie napisac..
__________________________________________________
W poprzednim rozdziale (..)
-
ralda właśnie przygotowywała śniadanie dla siebie i swojego męża. Gdy wszyscy zasiedli do stołu zadzwonił telefon Germana.
-To coś ważnego, przepraszam-mężczyzna odszedł od stołu i odebrał telefon wchodząc do swojego gabinetu. Ciekawość zżerała kobietę. Nie mogła wytrzymać i podeszła pod drzwi gabinetu.
-Jesteś pewien, że wkrótce Leon Verdas umrze? A Viola? Aha, yhm. To dajcie jej coś jeść! Jakiś kawałek suchej bułki... Nie! Ona nie ma umrzeć, tylko Leon. Przeliterować Ci? L.E.O.N. Tak wiem, że Ci w przeszłości zaszkodził. No! No! Już się nie musisz mi żalić. Chyba nie za to Ci płacę. I tak się ciesz, że Ci płacę, bo to i tak jest twoja zemsta. No na razie. No cześć!
Esmeralda nie mogła uwierzyć, że sprawcą zaginięcia Leona i Violetty jest sam German.


TERAZ**
Esmeralda bez zastanowienia otworzyła drzwi od gabinetu i zła wparowała do środka.
-German?! Co to ma znaczyć?! Masz mi natychmiast wszystko wytłumaczyć!

*Dom Natalii*

Dziewczyna właśnie pakowała rzeczy Maxi'ego, nagle chłopak o czarnych lokach przyszedł do domu.
-Naty? Kochanie!-szukał swojej dziewczyny po całym domu, aż w końcu znalazł ją w sypialni.-Co ty robisz?!
-Pakuję twoje rzeczy. Będziesz mieszkał u swoich rodziców. Już dzwoniłam do twojej mamy. Powiedziałam jej, że już się rozstakiśmy i przyjdziesz do niej.
-Ale my się przecieć nie rozstaliśmy!-chłopak odwarknął.
-Nie krzycz na mnie, bo chcę rozwiązać nasz związek w zgodzie. Wiem, że wciąż myślisz o Camili, a ja mam nowego faceta...
-Już sobie znalazłaś? Jeszcze ja nawet nie wiedziałem o naszy rozstaniu, a ty masz już nowego faceta?
-Zdziwiony?! Poczuj jak to jest gdy ktoś Ciebie zostawia dla kogoś innego! Kocham CIę, ale jesteś okropnym człowiekiem... Nie kochasz mnie całym sercem, dlatego żegnaj.-dziewczyna podała mu walizkę.
-Żegnaj? Ja jestem okropnym człowiekiem?! Popatrz na swoje zachowanie!-chłopak zabrał walizkę i pudła z jego innymi rzeczami. Po chwili wyszedł z domu trzaskając drzwiami. Naty usiadła na łóżku i schowała twarz w swoje dłonie. Zaczęła płakać, bo po chwili doszła do wniosku, że źle zrobiła.

*Ulice Buenos Aries*

Andres zmierzał do swojej nowej dziewczyny w podskokach. Po kilku minutach był już pod domem dziewczyny. Z drzwi wyłoniła się...

*Dowiesz sie w nastepnym rozdziale..
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Weronika <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Przepraszam za 16 dniową przerwę ale tak jakoś nie miałam weny do niczego haha ;/
Dobra zaczynamy 14 rozdział)
Gotowi?
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Narrator

Chłopak szybko zszedł po schodach. Zdziwił się trochę, że German nie panikuje z powodu zniknięcia Violetty.
-Nie wie pan jak ona zniknęła?-spytał.
-Nie wiem. Nie było mnie wtedy w domu.-odpowiedział, lecz można było wyczuć w jego oczach kłamstwo. Niestety... Leon nie potrafi czytać z oczu, dlatego uwierzył mu i poszedł na policję.
~~
Leon skierował się ku policji, lecz nagle ktoś go złapał go ot tyłu. Zasłonił mu usta dłonią i przetrzymywał go trzymając za kark.
-Spróbuj tylko tam pójść, a obiecuję, że twoje szczęśliwe życie się skończy.-na dłoni bandyty była chustka, a na niej środek, który powoli usypiał Leona.

***

Gdy brunet się obudził Leżał związany oraz był lekko pobity, lecz gdy zauważył jedną osobę, aż miał zamiar podskoczyć z radości, lecz nie mógł. Była to Viola. Chciał jej coś powiedzieć, lecz nie mógł, ponieważ do jego ust była przylepiona taśma. Próbowała coś krzyknąć, powiedzieć, lecz wyszło tylko bełkotanie.
Wtem do chłodnego miejsca wszedł jeden z nieznajomych bandziorów. Miał przy sobie dwie szmaty. Obie zawiązał na oczy pokrzywdzonych.
-Teraz prędko stąd nie uciekniecie.-burknął pod nosem z chytrym uśmieszkiem i wyszedł. Violę, aż dreszcze przeszedł po całym ciele. Chciała się przytulić do Leona, lecz nie mogła. Oboje byli związani, chcieli się jak najszybciej stąd wydostać. Szarpali się, próbowali coś mówić, lecz niestety nie marne.

*Dom Violetty*

-No i co? Kolejna godzina, a go dalej nie ma!-martwiła się matka Leona wraz z Esmeraldą.
-Nie wiem, nie wiem. Chyba jednak trzeba zadzwonić na policję.-stwierdziła zdenerwowana Esmeralda.
-Na policję? Po co? Przecież ona tutaj niczego nie załatwi! Viola się znalazła? Nie! To Leon też się nie znajdzie.

Następnego dnia...

Esmeralda właśnie przygotowywała śniadanie dla siebie i swojego męża. Gdy wszyscy zasiedli do stołu zadzwonił telefon Germana.
-To coś ważnego, przepraszam-mężczyzna odszedł od stołu i odebrał telefon wchodząc do swojego gabinetu. Ciekawość zżerała kobietę. Nie mogła wytrzymać i podeszła pod drzwi gabinetu.
-Jesteś pewien, że wkrótce Leon Verdas umrze? A Viola? Aha, yhm. To dajcie jej coś jeść! Jakiś kawałek suchej bułki... Nie! Ona nie ma umrzeć, tylko Leon. Przeliterować Ci? L.E.O.N. Tak wiem, że Ci w przeszłości zaszkodził. No! No! Już się nie musisz mi żalić. Chyba nie za to Ci płacę. I tak się ciesz, że Ci płacę, bo to i tak jest twoja zemsta. No na razie. No cześć!
Esmeralda nie mogła uwierzyć, że sprawcą zaginięcia Leona i Violetty jest sam German.
!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Tak nie którzy mieliście racje , to German porwał Violettę aż trudno uwierzyć hahah
~CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Weronika <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Narrator
Kolejne dni były bardzo pechowe dla młodego Verdas'a. Już raz go okradli zabierając mu telefon. Jedynym plusem tej kradzieży był portfel, który został w domu, ponieważ brunet zapomniał go wziąć ze sobą. Potem "przypadkowo" wjechał na niego rower. Następnie gdy przechodził przez przejście dla pieszych jeden samochód prawie na niego wjechał, lecz udało mu się jakimś cudem wyhamować. W dodatku mężczyzna cały czas czuje się prześladowany. Ma obawy, że ktoś cały czas go śledzi. Już wie, że to wszystko to nie są zwykłe przypadki. Tylko ktoś chce się go pozbyć. NIe rozumiał za co, nie rozumiał dlaczego. Był bezradny.
Nie mógł zacząć działać. Nie mógł pójść na policję, bo by zaraz się z niego śmiali. Całymi dniami był przygnębiony i wystraszony. Bał się przechodzić przez jezdnię, bał się jeździć samochodem, nie chciał wychodzić z domu. Najchętniej by zamknął się swoim pokoju, zasłonił okna i grał na gitarze. Zapalił by jedną świecę i zaczął by realizować pasję jaką jest muzyka. Tylko ona i Viola potrafią go uspokoić. To one są dwiema najważniejszymi rzeczami w życiu, które potrafią wypełnić jego pustkę w sercu. Jego serce wciąż jest
przełamane, opuszczone. W jego myśli na zawsze pozostanie jego dziecko z Ludmiłą (aaa! Pozaglądałam do pierwszej części opowiadania!xD). Lecz ono nie powróci, ono już nie urośnie. Kilka dni temu chłopak zakupił nowe auto, które oczywiście znowu znikło. Znowu mu ukradli. Możliwe, że byli to ci sami bandyci. Odebrał pocztę ze skrzynki na listy. W środku była tylko jedna lekko porwana z brzegów kartka:


Radzę Ci na siebie uważać. Jeżeli myślisz, że wszystko będzie w porządku to się grubo mylisz. Twoje życie będzie istnym koszmarem! Już niedługo się skończy...
No chyba, że...
Jest jeden warunek.
Skoro życie Ci miłe musisz zerwać ze swoją Violettą. Jeżeli nie to oboje zginiecie.
Całkiem możliwy jest też okup. Możesz zapłacić 50 tys. Myślę, że tyle wystarczy.

Postanowił to zatrzymać jako materiał dowodowy, ale myślał, że i tak powiedzą, że napisał on sam sobie groźbę. Dzisiaj policja nie zna granic...



Leon

Nie rozumiem ich. Czego oni właściwie ode mnie oczekują?! Nie mogą od tak sobie kraść mojego auta! I jeszcze wysyłać groźby.. Ja... ja .... ja nie chcę zrywać z Violettą! Nie przetrwam bez niej ani chwili dłużej! Jeśli coś jej zrobią to pożałują! Wystarczą mi te ich groźby! Chcą kasy?! Eh! Już i tak mają dwa samochody. Mało im? Ja nic na to nie poradzę ... Chodzę po parku no i postanowiłem wrócić do domu.
-Panie Germanie. Gdzie Violetta? - spytałem, bo nigdzie jej nie ma.
-Zniknęła...-odpowiedział-Co jeśli jej się coś stało?-dodał z przerażeniem.
-Ja ... ja .. ja nie pozwolę na to by coś jej się stało! - odpowiedziałem i pobiegłem do jej pokoju. Na biurku znalazłem jakąś karteczkę a w niej było napisane :

"Nie szukaj jej.. jest bezpieczna.. chociaż chyba jednak nie.. Chyba chcesz czego chcemy, Leosiu. Jak chcesz zobaczyć swą dziewczynę jeszcze żywą, a nie martwą to podaj forsę na ten adres: Malinowa 63 Buenos Aries. Mam nadzieję, że przywieziesz kasę w dobrym czasie, bo inaczej.. sam wiesz co.
Buziaczki, Sam wiesz kto.."

O nie!! Oni nie mogą nic jej zrobić! Ale chwila.. podali adres.. pojadę tam i zobaczę .. w razie co zadzwonię po policje, ale chociaż co ona może zdziałać? Debile, fagasy! Jeszcze im mało!!


Narrator

Chłopak szybko zszedł po schodach. Zdziwił się trochę, że German nie panikuje z powodu zniknięcia Violetty.
-Nie wie pan jak ona zniknęła?-spytał.
-Nie wiem. Nie było mnie wtedy w domu.-odpowiedział, lecz można było wyczuć w jego oczach kłamstwo. Niestety... Leon nie potrafi czytać z oczu, dlatego uwierzył mu i poszedł na policję.
!!!!!!!~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I jak rozdział? Wrescie cos sie dzieje XD
Weronika <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Nie wiem dlaczego,z jakiego powodu,gdy chcę dodać rozdział wpis nie chcę sie dodać od razu wpis zostanie wczytany do edytowania
Tez tak macie?
Nie wiem czy ten wpis sie doda,sprobowac warto.
Moze spróbuje za tydzien.
Pozdrawiam,Weronika <3
 

 
-Halo?-zgłosiła się do słuchawki.
-Violu ja Ciebie naprawdę przepraszam, ale nie możemy pójść na randkę-słowa chłopaka zabolały ją.
-Już mnie nie chcesz?
-Nie, nie, nie! Skądże. Po prostu ukradli mi samochód.-wytłumaczył się.
-Naprawdę? Leon tak mi przykro.-współczuła mu.
-Violu... Przepraszam, ale nie mogę teraz rozmawiać. Muszę pójść na policję. Do zobaczenia.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
*Komisariat policyjny*

Leon udał się na policję, aby zgłosić kradzież jego samochodu wartego spore pieniądze. Na korytarzu złapał jednego z policjantów.
-Przepraszam pana... Gdzie mogę zgłosić kradzież?-spytał się go. Natomiast on popatrzył się na niego jakby był kompletnym debilem, po chwili się ocknął.
-Pójdzie pan do końca tego korytarza i ostatnie drzwi po prawej.-wytłumaczył mu.
-Dziękuję!-chłopak podszedł do drzwi i zapukał.-Mogę?-wychylił swoją głowę. Za biurkiem ujrzał jednego z policjantów.
-Tak, tak. Proszę śmiało wchodzić.-na to brunet wszedł do środka i zamknął drzwi.-A więc w jakiej sprawie pan do mnie przychodzi?-Leon usiadł na krześle na przeciwko.
-Chciałem zgłosić kradzież.-oznajmił.
-Aha... Czy pan wie, że kradzież trzeba było zgłaszać od razu po ukradnięciu? Przecież dzisiaj jest już dzień!-podenerwował się trochę.
-Ale ja zgłaszam go od razu po kradzieży!-Leon również był lekko zdenerwowany.
-W biały dzień? Panie ty chyba sobie żarty stroisz! Ja niestety panu nie mogę pomóc, bo pan na pewno kłamię.
-Ugh!-Leon gwałtownie wstał-Nie to nie! Do widzenia!-wyszedł i zamknął drzwi trzaskając

*Nieznajomy ktoś!xD (to jest ten bandyta to ukradł samochód Leona, kim on jest dowiecie się później)*


-Ale co ja mam zrobić z tym samochodem?-dopytywał się swojego szefa.
-No nie wiem! Wyjedź z nim za granice. Gdziekolwiek! Schowaj go garażu!-kazał mu szef.
-Nie wiem! Jak przejadę przez granicę to się nie uda, bo mnie namierzą!
-No to nie wiem! Ja muszę kończyć. Niebezpieczna kaczka się zbliża!
-To kończ! Kaczka jest bardzo niebezpieczna!
-No to po co jeszcze ze mną gadasz?

Tutaj nastał koniec rozmowy.
~CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Weronika <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
-Okey to ja już lecę.-Violetta skierowała się do dwójki.-Spotkamy się kiedy indziej!-na to Diego wymusił na swojej twarzy lekki uśmiech.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Violetta szybko pognała do swojego domu. Chciała się jak najszybciej przedostać do swojego pokoju i ominąć jakoś swojego tatę. Niestety nie udało jej się.
-A co ty jesteś taka szczęśliwa?-spytał się jej, złożył ręce na krzyż i jedną nogę wysunął lekko do przodu.
-Idę na randkę z Leonem. A masz z tym jakiś problem?-spytała.
-Nie. Nie mam.-na swojej twarzy wymusił lekki uśmiech.
-ooo... To miłe, że starasz się zaakceptować nasz związek.-młoda dziewczyna podbiegła do niego i przytuliła.-Okey... Muszę iść się zbierać. Nie chcę źle wyglądać!
-Oj mój drogi... Myślisz, że wygrałeś, tak? To się grubo mylisz!-powiedział sam do siebie German.

*Dom Leona*

-Leon mój Boże!-do pokoju chłopaka wparowała jego mama, przerywając mu granie na gitarze.
-Mamo mogę wiedzieć co się stało?-spytał chłopak.
-Ukradli twój samochód!-krzyknęła.
-Szlag! A tato go nie wziął?-zdenerwował się.
-NIe! Jest w domu, a twojego samochodu w garażu nie ma!-oznajmiła.
-No masakra!-wykrzyknął.-Dobra pojadę samochodem taty na policję. Ale moment! Najpierw muszę zadzwonić do Violi.

*Violetta*

Dziewczyna wybierała strój i nuciła jedną ze swoich piosenek. Z zajęcia oderwał ją jej telefon.

-Halo?-zgłosiła się do słuchawki.
-Violu ja Ciebie naprawdę przepraszam, ale nie możemy pójść na randkę-słowa chłopaka zabolały ją.
-Już mnie nie chcesz?
-Nie, nie, nie! Skądże. Po prostu ukradli mi samochód.-wytłumaczył się.
-Naprawdę? Leon tak mi przykro.-współczuła mu.
-Violu... Przepraszam, ale nie mogę teraz rozmawiać. Muszę pójść na policję. Do zobaczenia.

CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Weronika <3
  • awatar Pamiętnik Violetty!;*: German ukradł auto by Viola nie szła na randkę.. haha , ale byłby ubaw :D
  • awatar GUAPO Jorge ❤: Szkoda że nie poszli na randkę :C ! Ciekawe kto Leosiowi ukradł samochód /:D Cudny rozdział <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
U nas dobrze. Wszystko po staremu... Ja jak zwykle sama, a Violetta z Leonem.-odpowiedziała mu Lara.
-Z Leonem?-jego głos jakby trochę posmutniał, czego nie zauważyła Violetta, natomiast jej przyjaciółka tak. W sumie to zaniepokoiła się tym...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
*Marco i Anna*

-Czy ty miałeś przez ten czas dziewczynę?-spytała wściekła
-No tak, ale myślałem, że...
-Myślałeś, że nie wrócę?-dziewczyna dokończyła za niego
-Tak.-przytaknął
-Ja Ciebie naprawdę nie rozumiem. Przecież przed moim wyjazdem obiecywaliśmy sobie, że z nikim nie będziemy, a tu nagle jakaś dziewczyna mi mówi, że była z tobą. I wiesz co?-Anna wzięła wazon z kwiatami-Nie zganiaj na mnie, że już z nią nie jesteś-wyjęła rośliny ze szklanego pojemnika-I naley Ci nauczka-wodę pełną bakterii wylała na chłopaka.-A to jest najlepsze rozwiązanie. I mam nadzieję, że zapamiętasz jedno. DZIEWCZYNAMI SIĘ NIE ZADZIERA!-wyprawiła mu krótkie, lecz dające do myślenia kazanie i zdenerwowana wyszła z domu chłopaka.
-Ty głupi głupku!-chłopak oparł się głową o ścianę, następnie zaczął nią poruszać w przód i w tył uderzając się w czoło.

*Violetta, Lara i Diego*

Miłe spotkanie na ulicy przerwał dźwięk dzwonka telefonu Violi.

-Halo?-zgłosiła się-Nie. No tak, a o co chodzi. Yhm. Naprawdę?! Dobrze, dobrze! Już idę!-rozmawiała krótko przez telefon. Lara i Diego przyglądali się tej sytuacji ze zdziwieniem.
-Kto dzwonił?-spytała Lara.
-Mój najukochańszy na świecie chłopak, który zaprosił mnie na randkę.-dziewczyny zaczęły znów podskakiwać i piszczeć, lecz Diego nie był taki zadowolony. Stał nieruchomo i na jego twarzy można było zauważyć smutek.
-Okey to ja już lecę.-Violetta skierowała się do dwójki.-Spotkamy się kiedy indziej!-na to Diego wymusił na swojej twarzy lekki uśmiech.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Weronika <3
 

 
No więc... Jesteśmy razem!-obje zaczęły piszczeć i podskakiwać w koło.-Ale nie jesteś smutna, ani zła?
-Co ty mi za pytania zadajesz? Najgłupsze jakie tylko słyszałam! Cieszę się waszym szczęściem!-oznajmiła.
-Naprawdę? Jesteś kochana!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
*Francesca i Marco*

Do drzwi chłopaka ktoś zapukał. Marco otworzył drzwi, a w nich stanęła dziewczyna o brązowych włosach.
-Marco!-rzuciła się chłopakowi na szyję.
-Anna, ale co ty tutaj robisz?-spytał się jej.
-No jak to? Wróciłam z Hiszpanii, by znowu być z tobą!-uśmiechnęła się.
-Marco mogę wiedzieć kto to jest?-Włoszka domagała się wyjaśnień.
-A to jest pewnie twoja kuzynka, albo przyjaciółka? Jestem Anna-dziewczyna Marco. Miło mi Cię poznać.-nieznajoma przedstawiła się.
-Co ty wygadujesz? Przecież mi nie jesteśmy razem!-szatyn zaprzeczył.
-Ale jak to nie? Przecież ty mówiłeś, że mnie tak kochasz!-dziewczyna nie rozumiała jego zachowania.
-Witaj! Pozwól, że ja się przywitam. Mam na imię Francesca i również jestem dziewczyną Marco!-przywitała się wściekła.-A nie... Od teraz byłą dziewczyną, miłego dnia.-odwarknęła i szybko wyszła z domu. Nie miała zamiaru płakać znowu, przez tego durnia.

*Andres*

Gorszego rozumu chłopak leżał cały czas na łóżku w swoim dawnym pokoju i rozmyślał. Poznał dziewczynę. Nawet nie znał jej imienia, po prostu zamienili kilka słów, a dziewczyna już mu namieszała w głowie. Nie miał pewności, że kiedyś się spotkają, ale miał nadzieję, że jednak kiedyś to nastąpi.

*Violetta i Lara*

Przyjaciółki cały czas ze sobą rozmawiały. Miały wiele tematów do obgadania, ale nagle na chodniku pojawił się nie kto inny jak Diego.
-Lara popatrz!-Violetta wskazała palcem na Hiszpana.
-Cześć dziewczyny!-chłopak się przywitał radośnie. W sumie to długo się z nimi nie widział.-Co tam u was słychać?
-U nas dobrze. Wszystko po staremu... Ja jak zwykle sama, a Violetta z Leonem.-odpowiedziała mu Lara.
-Z Leonem?-jego głos jakby trochę posmutniał, czego nie zauważyła Violetta, natomiast jej przyjaciółka tak. W sumie to zaniepokoiła się tym...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziś też króciutki ale co zrobić!
Jutro być możliwe next haha,jesli uda mi sie napisac na swietlicy w szkole XD
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Weronika <3
 

 
-To jesteśmy razem, tak?-chłopak powoli nie rozumiał.
-Tak!.-uśmiechnęła się i oboje się przytulili-Ale nie myśli, że Ci jazda na motorze ujdzie na sucho!
*******
-Maxi co ty powiedziałeś? Camila? Nie mogę uwierzyć, a jednak nadal ją kochasz?-dziewczyna wstała od stołu i zdenerwowana poszła do sypialni.
-Naty, ale to nie tak!-szatynka zatrzasnęła za sobą drzwi i zamknęła je na klucz. Chciała zostać sama. Ostatnio ze swoim chłopakiem przechodziła ciężki okres. Bała się, że jednak im się nie uda, zwyciężyć z przeszkodami.

*Wieczór*

*Dom Violetty*


Nastała chłodna noc. Niebo było bezchmurne, było widać porozrzucane po nim jasno świecące gwiazdy. Księżyc lekko oświetlał całą Ziemię. W domu państwa Castillo panowała miła atmosfera, gdyż była kolacja sporządzona przez Angie. Jak zwykle Esmeraldzie nie smakował posiłek, lecz innym tak. Violetta miała już powoli dosyć kuchni Esmeraldy i jej rodzinnych przepisów. Może 40-latce to smakowało, ale jej najbliższym nie. Wręcz przeciwnie! Wszystko jedli z obrzydzeniem, lecz jak to na rodzinę przystało, chwalili jej pracę.
Po kolacji wszyscy udali się do łóżek, lecz jedna jedyna Violetta nie mogła zasnąć. Przewracała się w jedną i drugą stronę cały czas krążyła po całym łóżku. Za dużo miała dzisiaj wrażeń i za dużo zdarzeń dających do myślenia. Wciąż myślała o Larze, która tak dla niej się poświęca...


Następnego dnia...

Młoda dziewczyna właśnie wyszła na spacer. Na swojej drodze napotkała Larę.
-Lara, hej!-uściskała mocno swoją przyjaciółkę na powitanie.
-Cześć Violu! No i jak z Leonem?-spytała.
-No więc... Jesteśmy razem!-obje zaczęły piszczeć i podskakiwać w koło.-Ale nie jesteś smutna, ani zła?
-Co ty mi za pytania zadajesz? Najgłupsze jakie tylko słyszałam! Cieszę się waszym szczęściem!-oznajmiła.
-Naprawdę? Jesteś kochana!
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Weronika <3
 

 
-Leon, Lara naprawdę wiele mi powiedziała. Oczywiście, że możemy żyć w zgodzie, ale nie jako para.-Violetta po krótkich zastanowieniach podjęła decyzję.
-Proszę Cię o tylko jedną szansę.-oznajmił.-Dlaczego nie możemy być znów parą?-Violetta zamilkła.-Rozumiem... Nic dla Ciebie jednak nie znaczę.
-Jesteś na mnie zły? Proszę nie bądź na mnie nafochany, bo ja np. uważam to za słuszną decyzję.-wyraziła swoje zdanie, próbowała mu jakoś to wytłumaczyć, ale nie mogła mu wyjawić z jakiego powodu nie chce z nim być.
-Dobra, nie ważne. To ja już najlepiej pójdę. Na razie.-pożegnał się i poszedł ze spuszczoną głowa do domu.
-Jejciu! Dlaczego!? Dlaczego tak musi być dziwnie?!-dziewczyna spytała samą siebie i położyła się plecami na łóżko.


*Dom Ludmiły*
Gdy wszyscy opiekunowie zauważyli, że ich dzieci siedzą smutni, od razu musieli spytać o co chodzi.
-Co się stało?-spytał opiekuńczo ojciec dziewczyny.
-Kochani słuchajcie... Bardzo nam przykro, ale ślubu nie będzie.
-Dzieciaki, że co?! Tak nie może być. Wy nie możecie tak nagle powiedzieć, że nie chcecie się pobrać!-zaprzeczyła matka Federico.
-Ach tak? I tak robicie to wesele z naszych pieniędzy zarobionych w You-Mix. A wy? Co za rodzice wyprawiają ślub z wypłat własnych dzieci? Nie znam takich. A z tego co wiem, to wy tych zer na koncie macie dużo.-odwarknęła blondynka.
-Ale dlaczego?-nie rozumiała matka dziewczyny.
-Jesteśmy zdecydowanie za młodzi.-odparł Federico.
-No właśnie.-poparła go Ludmiła.
-Nasze dzieci mają rzeczywiście rację. Ja z moją żoną nie pobraliśmy się tak szybko.-oznajmił.-Dobra, najpierw studia potem ślub.
-Czyli nie jesteście źli?-spytała Ludmiła z nadzieją.
-Nie, przecież jesteście dorośli, a wy macie racje, po za tym ja nie straciłam ani grosza, tylko wy. Dlatego możecie nie brać tego ślubu. (Wiem, że to głupie, ale jakaś akcja musi być!xD).

*Diego*

Chłopak właśnie przyleciał do miasta. Dawno już tutaj był i ze swojej paczki, przyleciał jako ostatni. Nie chciał się za bardzo rozstawać z Hiszpanią. Ze swoją ukochaną Hiszpanią, ale nie miał wybotu. Chciał zobaczyć swoich wszystkich przyjaciół z dawnych czasów, kiedy to jeszcze uczęszczał na zajęcia do studio. Najbardziej chciał zobaczyć Violettę-swoją dawną miłość.

*Pokój Violetty*
Dotykowy telefon dziewczyny zaczął dzwonić. Wzięła go do ręki. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Lary. Przejechała palcem po linii prostej, równocześnie odbierając połączenie.


-Halo?-brunetka zgłosiła się do słuchawki.
-Cześć Violu. No i jak Ci poszło z Leonem?-Lara od razu zadała jej trudne pytanie, na które jej przyjaciółka nie wiedziała jak odpowiedzieć.
-Ymm...-zająknęła się-Jesteśmy nadal przyjaciółmi.-odpowiedziała krótko i na temat.
-Ale jak to? Przyjaciółmi i nic więcej?-dziewczyna o bardzo długich włosach, wciąz zadawała trudne pytania. Chciała wiedzieć wszystko na temat rozmowy Violetty i Leona.
-Tak.-Violetta potwierdziła z trudem-Przyjaciele i nic więcej.-sama nie mogła uwierzyć co teraz mówi.
-Zaraz... zaraz... zaraz... Ale dlaczego? Przecież... AAAA! Już wiem! Violetta! Ja już się przyzwyczaiłam do waszej pary! Nie zwracaj na mnie uwagi! Ja sobie po prostu znajdę kogoś innego! Proszę nie cierp za mnie, bo ja wtedy cierpię bardziej!-Lara próbowała swojej najlepszej przyjaciółce nalać oleju do mózgu.
-Ale...
-Żadne ale!-przerwała jej-Proszę Ciebie! Ja Ci każe! Masz być z Leonem! Nie chcę żebyście oboje cierpieli, bo jesteście dla mnie bardzo ważni.
-Może i masz rację. Wiesz co moja siostro? Kocham Cię jak rodzoną siostrę? Wiesz jak bym Cię teraz chciała mocno uścisnąć?-spytała.
-No wiem, ja też.-posmutniała-Dobra idę wyjaśnić sprawę z Leonem.
-Idź! I to jak najszybciej!-pogoniła ją.-Pa!
-Papatki!-pożegnała się z nią, wzięła torebkę i pognała do salonu.

Miała już otworzyć drzwi, lecz coś, a właściwie ktoś jej przeszkodził.
-Mogę wiedzieć, gdzie sie po raz kolejny wybierasz?-spytał jej German, a ona się do niego odwróciła, ponieważ stał on z jej tyłu. German wypił duży łyk wody z szklanki.
-Idę się pogodzić z Leonem. Wiesz... Zrozumieliśmy, że nadal się bardzo kochamy.-ojciec dziewczyny wypuścił całą wodę na podłogę.
-Co?!-zdziwił się bardzo mocno. Już myślał, że wygrał wojnę z przeciwnikiem, lecz jego przeciwnik był bardzo potężny i nie można było go łatwo pokonać. Miłość Leona i Violetty była tak silna.
-O... Widzę, że się cieszysz. Aż cię zatkało! To miłe! No dobrze! Ja idę już!-oznajmiła i szybko pobiegła do Leona.
-Muszę ich jakoś zniszczyć, po prostu muszę.-oznajmił i ze złości gwałtownie rzucił szklaną szklankę na podłogę, a ona rozbiła się na drobne kawałki.

*Dawny dom Naty*
Maxi i Naty siedzieli w kuchni i zajadali obiad, sporządzony przez chłopaka. Naty niestety nie było najlepsza w te klocki, natomiast Maxi owszem.Chłopak wciąż rozmyślał o Camili, nawet nie słuchał zdań Naty, które były bardzo ważne dla dziewczyny.
-Pamiętasz, że dzisiaj idziemy do moich rodziców na kolację?-spytała, a chłopak się nie odzywał. Wpatrywał się tylko w swój talerz i widelcem przewracał kawałki obiadu w różne strony. Jedną ręką wykonywał swoją czynność, a drugą podpierał głowę.-Maxi czy ty mnie w ogóle słuchasz?-zadała mu kolejne pytanie-Odpowiedz!
-Tak Camilo, słucham Cię.-pomylił imiona dziewczyn.

*Dom Leona*

Violetta stała już pod drzwiami i bardzo szybko pukała. Tak rytmicznie i tak szybko, że już dłoń bolała. Drzwi otworzyły się Leon.
-Co ty tak pukasz? Pali się, czy co?-spytał.
-Kocham Cię i chcę być z tobą, ja wiem, że ty też chcesz być ze mną. Dlatego jesteśmy znowu parą. A wtedy się pomyliłam i mój rozum dał mi to do zrozumienia.-nie dała chłopakowi dojść do słowa i pocałowała go.
-To jesteśmy razem, tak?-chłopak powoli nie rozumiał.
-Tak!.-uśmiechnęła się i oboje się przytulili-Ale nie myśli, że Ci jazda na motorze ujdzie na sucho!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Chcieliście Leonettę,Macie Leonette <3
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Weronika <3
  • awatar Gość: Kocham!! Tak Leonetta! <3 Cudowne czekam na next!
  • awatar Tinitka <3: Szkoda, że nie będzie ślubu :(
  • awatar Gość: Super rozdział :D <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
-A teraz proszę zostaw mnie z pokoju i odejdź.-Violetta wyrwała swoją rękę z dłoni Leona i poszła do domu.
-Leon ty głupku.-chłopak uderzył się w głowę i udał się na tor.
-Violetta nie płacz, Violetta nie płacz.-powtarzała sobie dziewczyna, aby się nie rozkleić. Choć tak naprawdę było jej trudno.
-I co debilu? Zadowolony jesteś?!-miała pretensje do nie niego Lara.
-Nie.-odburknął.
-No właśnie! I wiesz co?! I nie tylko sobie zaszkodziłeś, ale i też mi. Przez Ciebie straciłam swoją przyjaciółkę, a teraz idę ją odzyskać. Jak mi się nie uda to nie ręczę za siebie!-pogroziła mu, zabrała swoje rzeczy i skierowała się do domu Violi. Gdy dziewczyna była już na miejscu zapukałam do drzwi. Ku mojemu zdziwieniu drzwi otworzyła Violetta.
-Lara nie chcę Cię widzieć.-wygarnęła jej prosto z mostu, na co zrobiło jej się trochę przykro. Miała już zamknąć jej drzwi przed nosem, lecz Lara przetrzymała jej ręką.
-Proszę! Daj mi to wytłumaczyć chociaż na chwilę.-poprosiła ją. Dziewczyna nie mogła jej odmówić, wciąż bardzo była dla niej ważna.
-No dobrze, wchodź.-zaprosiła ją.-Może chodźmy do mnie do pokoju?-zaproponowała, na to Lara przytaknęła głową.
-Violetta to naprawdę nie było tak jak myślisz!-oznajmiła.
-Lara... Czy ty myślisz, że ja jestem jakaś ślepa? Że ja nie widziałam?-wywoływała w niej wyrzuty sumienia.
-Może to tak wyglądało, ale ja nie chciałam tego. Nie rozumiesz, że Leon mnie uwiódł? Dopiero co zerwałam z moim chłopakiem, a on również przechodził ciężkie chwile! I nie wiem dlaczego, ale chciał to zrobić!-oznajmiła.
-Hm... To trzeba go było zwyczajnie odepchnąć?-spytała.
-A może ja go nadal kocham?-wypaplała.-YY!-zrozumiała, że wyjawiła swój sekret.
-Lara, co?-Violetta powoli nic nie rozumiała.
-No masz mnie. Wciąż go kocham, ale ja wiem, że on mnie nie kocha, dlatego zeszłam wam z drogi.-usiadła na brzegu łóżka.
-Nie chciałaś stanąć na naszej drodze?-przyjaciółka usadowiła się obok Lary.
-Tak.-westchnęła i spuściła lekko głowę.-Ale to i tak nie ważne, bo przecież tutaj tylko twoje uczucia się liczą.-i wtedy Violetta nie zauważyła, że nie zauważyła jak Lara bardzo cierpi. Głupia, nie zauważyła, nawet nie podziękowała za tak wieli wyczyn.
-Jaka ja jestem samolubna!-oznajmiła-Gorzej jak Ludmiła z przyszłości!
-No tak jesteś okropna, ale i tak nadal jesteś moją siostrą.-oznajmiła.-Przepraszam zaginioną siostrą.-poprawiła się. (ONE NIE SĄ SIOSTRAMI!xD Tylko mówią tak dlatego, bo są bardzo dobrymi przyjaciółkami)
-Ty też jesteś moją siostrą! Siostry, które nie są siostrami, ale uważają siebie za siostry?-zaproponowała.
-No jasne!-obie się przytuliły.
-Ale Violu... Nie osądzaj Leona. On jest naprawdę teraz załamany.-oznajmiła brunetka.
-No może... Sama teraz nie wiem, dlaczego odmówiłam mu. Może z presji? Nie byłam na to przygotowana. Pokłóciliśmy się właściwie o nic!-oznajmiła, nagle usłyszały pukanie do drzwi. Z drzwi wyłonił się nie kto inny jak Leon.
-Mogę wejść?-wyjrzał z uchylonych drzwi.
-To ja już pójdę.-Lara szybko wstała z łóżka i skierowała się ku wyjściu.
-Tak wejdź Leon.-Violetta zaprosiła gościa do środka swojego pokoju.
-Violu ja naprawdę...
-Tak Leon wiem, Lara mi wszystko wytłumaczyła-brunetka nie dała dokończyć zdania chłopakowi.
-Naprawdę. To... Wybaczysz mi?


*Ludmiła i Federico*

Oboje zasiedli przed stołem i czekali na swoich rodziców aż wrócą z poczty. Nie musieli długo czekać, aż przybędą do domu rodziców blondynki.
-Ach... To będzie wspaniałe wesele-fascynowała się matka Ludmiły, wchodząc do domu.
-Tak, tak.-poparła ją matka Federico.
-A ja tam się nie znam na tych weselach.-wyraził swoje zdanie ojciec blondynki.
-Ci faceci...-oboje westchnęły. Gdy wszyscy opiekunowie zauważyli, że ich dzieci siedzą smutni, od razu musieli spytać o co chodzi.
-Co się stało?-spytał opiekuńczo ojciec dziewczyny.
-Kochani słuchajcie... Bardzo nam przykro, ale ślubu nie będzie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tym razem,długie opowiadanie Wena nadeszła
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Weronika <3
  • awatar Gość: Biste biste :* czekam na next <33 pogódź Leonettę ^^
  • awatar Gość: Super rozdział :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
8 dni-brak weny nie wiem czy nadal kontynuować te opowiadanie
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Następnego dnia...

Violetta nie mogła wytrzymać dłużej, nie mogła już zwlekać, postanowiła więc zadzwonić do Leona.
Wybrała jego numer w telefonie, miała go zapisanego na szybkim wybieraniu.
-Leon odbierz!-mówiła do telefonu. Po kilku sygnałach usłyszała pocztę. Wybrała numer ponownie i zadzwoniła, lecz znowu na marne.
-Nie chcesz ze mną rozmawiać, tak?-dopytywała się telefonu z pretensją-Ja wiem gdzie mieszkasz!-pogroziła. Wyglądało to przezabawnie. Wyobraźcie sobie właśnie teraz dziewczynę, która gada do telefonu jak so normalnego człowieka. (Viola ogłupiała!xD)
Szybko zabrała ze sobą torebkę i wyruszyła w drogę. Podążała bardzo szybko. Po niecałych 5 minutach stała już przed drzwiami. Zapukała do drzwi, wyłoniła się z nich pani Verdas.
-Dzień dobry.-przywitała się Violetta.
-Dzień dobry skarbie. Ty pewnie do Leona? Niestety nie ma go.-oznajmiła.
-A mogę wiedzieć gdzie jest?-spytała.
-No nie wiem czy mogę Ci to powiedzieć...-Violetta posmutniała-No dobrze już nie rób smutnej miny. Jest na torze.
-Na torze?!-zdziwiła się. Oboje mieli układ, że Leon już nigdy nie usiądzie na tym niebezpiecznym urządzeniu.-Przecież... Dziękuję!-Violetta była wściekła. Natychmiast udała się na tor. Była cała wypełniona złością od stóp do głów. A dlaczego mieli taki układ, dowiecie się czytając opowiadanie. (;*).


*Federico i Ludmiła*

-Federico... Może my się jednak śpieszymy?-spytała blondynka swojego narzeczonego, przechadzając się po parku.
-Ale jak to się śpieszymy?-chłopak nie rozumiał.
-No z tym ślubem!-oznajmiła.-Wiesz co? My to w sumie dopiero 21 lat mamy, więc chyba nie ma się po co śpieszyć. A jak wiesz parą nie jesteśmy za długo. Moi rodzice na przykład wzięli ślub dopiero po 7 latach związku.
-To czyli mnie nie kochasz?-szatyn powoli tracił nadzieję, na to, że Ludmiła odwzajemnia jego uczucia.
-Kochanie ja Ciebie bardzo kocham! Ale ja bym przełożyła ten ślub. Na przykład za rok. Ja jeszcze czuję, że jestem za młoda, że jeszcze nie dorosłam do tego.-wyraziła swoje uczucia.
-Może i masz rację. Może jednak się śpieszymy. Mamy dopiero po 21 lat!-zrozumiał dziewczynę.-Chyba to jednak dobry pomysł. Tylko co na to powiedzą nasi rodzice, którzy już się przygotowują do rozdawania zaproszeń?
-Zaproszenia! Oni rozdają je dzisiaj! Która godzina?!-Ludmiła zaczęła panikować.
-12.34.-odpowiedział.
-Wyruszają o 13.00! Szybko musimy iść do mojego domu! Ja nie chcę tego ślubu teraz! Boże! Jacy oni będą źli, mamy normalnie przerąbane.
-Przerąbane to mało powiedziane.-oznajmił i szybko pobiegli do domu dziewczyny, niestety było juź za późno...

*Maxi*

Chłopak z czarnymi lokami wciąż myślał o Camili. Jego miłość do niej była wciąż silna, lecz nadal bardzo kochał Naty. Nie mógł zdecydować pomiędzy dwiema dziewczynami. Cały czas miał twarz Camili w głowie, ale zaraz pojawiała się obok niego Naty i ona przejmowała wszystkie jego myśli. Nie chciał zranić Naty, ani Camili. Ale przede wszystkim nie chciał podjąć złej decyzji, która by zniszczyła jego życie. W końcu jest mu z Naty dobrze, ale i bez Camili źle.

*Tor motocross*

Violetta była już na miejscu. Najchętniej to by teraz rozszarpała Leona na strzępy. Zauważyła, że jest obok niego jakaś brunetka. Bardzo blisko. Na przeciwko niego była Lara. Tak, ta Lara, która miała chłopaka. Miała, ponieważ zakończyła z nim związek. Chłopak i dziewczyna prawie się całowali.
-Nie wierzę! A miałam Cię za przyjaciółkę! A jesteś zwykłą zdrajczynią!-krzyknęła Violetta płaczliwym głosem i pobiegła.
-Violetta zaczekaj!-pobiegł za nią Leon. Tak naprawdę ją nadal kochał, ale był na nią bardzo obrażony. Był na nią wręcz wściekły.
-I coś ty głupku kompletny narobił?!-krzyknęła za nim Lara, która tak naprawdę nie chciała tego pocałunku.
Violetta biegł przed siebie jak najprędzej. Nie chciała, aby chłopak ją dogonił. Niestety był od niej szybszy i dogonił ją na pierwszym zakręcie.
-Violetta proszę zaczekaj.-złapał ją za łokieć.
-Co ty od de mnie chcesz?!-odwróciła się do niego twarzą.
-To nie tak jak myślisz.
-A jak!? Leon!? Ja Ciebie już naprawdę nie rozumiem! Ja tutaj przychodzę Cię przeprosić, wznowić nasz związek, a ty?! Całujesz się z moją byłą przyjaciółką?!
-Nie doszło do tego pocałunku!
-Nie doszło?! No może! Ale go chciałeś Leon! Kto normalny zaraz po zerwaniu całuje się ze swoją przyjaciółką?! No kto?! Tak, pan Leon Verdas! Kompletny idiota!-wydarła się na niego.
-Wiem... Jestem idiotą. Ona była zrozpaczona po tym jak zerwała ze swoim chłopakiem i ja też po zerwaniu z tobą. No i jakoś tak wyszło...
-Jakoś tak wyszło?! Wiesz co?! JESTEŚ DLA MNIE ZEREM! Już wiem, że pomyliłam się co do Ciebie!-jej uczucie do Leona zniknęło tak nagle. Zrozumiała, że to zwykły dupek, który przy pierwszej lepszej okazji całuje się z kim chce.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Weronika <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
W końcu,skaczylam ten rozdzial
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
-Wybacz!-Violetta odeszła od stołu. Wszyscy byli oszołomieni, oprócz Germana, który tryskał radością. Dziewczyna poszła do swojego pokoju, natomiast Leon pobiegł za nią.
-Mogę wiedzieć co to miało znaczyć?-spytała.
-A ja mogę wiedzieć co to miało znaczyć?-zadał podobne pytanie.
-Ale dlaczego, po co? Przecież spotykamy się dopiero rok, mamy po 21 lat!-oznajmiła.
-Tylko rok? Uważasz to za TYLKO ROK? A czy w ogóle ten związek coś dla Ciebie znaczył?-spytał, a ona zamilkła-Co?! Rozumiem... To była dla Ciebie zwykła zabawa.
-Nie Leon, ja Ciebie naprawdę kocham, ale ja jeszcze nie jestem na to gotowa, jeszcze nie myślałam o tym.-oznajmiła.
-Myślałaś, myślałaś! Spoglądałem co piszesz w swoim pamiętniku!-oznajmił.
-Co?! Jak możesz?! Przecież...
-E...e...e..-pomachał jej palcem przed twarzą, przerywając-Wiesz, że nie mamy przed sobą żadnych tajemnic. No chyba, że ja o czymś nie wiem! A no tak... Ty mnie nie kochasz!
-Leon ja Ciebie naprawdę kocham...-próbowała choć raz dokończyć zdanie
-Bzdura ty mnie nie kochasz!-krzyknął.-Bo jakbyś mnie kochała to byś się zgodziła! I wiesz co? Nie widzę przyszłości dla naszego związku.-oznajmił.
-Co chcesz przez to powiedzieć?-nie chciała żeby wypowiedział tego zdania.
-Z nami koniec.-oznajmił surowym głosem. Tego zdania właśnie nie chciała usłyszeć.
-Leon nie błagam.-próbowała go jakoś przekonać, lecz na marne. Chłopak w pośpiechu wyszedł z pokoju.
-Nie. Słowo się rzekło.-wszedł do pokoju gościnnego i zaczął pakować swoje rzeczy.
-Co ty robisz?-nie wiedziała dlaczego to robi.
-Już całkiem Ci rozum odebrało? Nie widzisz co robię? Musisz iść do okulisty? Przecież się pakuję!-powiedział bardzo złym tonem.
-O nie tym tonem! Wiesz co? Zasługuję na trochę szacunku. To ty tak znienacka mi się oświadczyłeś! I to w dodatku przy całej rodzinie! Przecież jesteśmy razem rok! Jeszcze studiów nie skończyliśmy, a ty już chcesz brać ślub! Naprawdę! Nie rozumiem Cię! Najpierw mnie chwalisz, a teraz to porównujesz mnie do błota.-prawiła kazanie Leonowi, który się pakował-Słuchasz mnie?
-Nie, bo wiem, że była by to strata czasu.-oznajmił, wziął walizkę i zszedł na dół.
-A wiesz co? Idź sobie! To nie jest ten kochany Leon, w którym się zakochałam. Podmienili mi Cię chyba w nocy, bo upadłeś na mózg, którego nie masz!-i tak z pary, która się tak bardzo kochała zamieniła się w wielkich wrogów. Oboje tak naprawdę cierpieli, lecz nie chcieli tego po sobie poznać. W końcu Violetta nie wytrzymała i musiała się spotkać z Francescą.

-Fran, nie tak sobie wyobrażałam te wakacje.-oznajmiła Violetta, mieszając kawę.
-Aż tak źle?-spytała przyjaciółki, oblizując łyżkę z piany.
-Tak.-westchnęła.-Wczoraj zerwałam z Leonem, właściwie to on zerwał ze mną.
-Co?! Dlaczego?!-nie dowierzała. Zapytała się tak głośno, aż wszyscy w kawiarni popatrzyli się na nią.
-Ciszej może, co?-skarciła ją brunetka-No po prostu oświadczył mi się, a ja go nie przyjęłam, no i on się wkurzył. I sobie ubzdurał, że ja go nie kocham. Rozumiesz ty to?
-Wcale się mu nie dziwię.-przyznała Leonowi rację-Ty marzyłaś o tych zaręczynach, a teraz tak nagle mu odmawiasz. On był pewien, że ty się zgodzisz, dlatego zebrał w sobie odwagi no i Ci się oświadczył. A tak w ogóle. Mogę wiedzieć dlaczego go nie przyjęłaś.
-Nie wiem jednak czy ten związek wypali.
-Co?! Nacierpieliście się tyle razem i uważasz, że ten związek nie wypali? Violu... Ja Ciebie naprawdę nie rozumiem! Słuchaj... Ty sobie wszystko przemyśl, radzę Ci. A ja muszę już iść, bo mam jeszcze spotkanie z Marco. Pa!-pożegnała się z przyjaciółką i wyszła z kawiarni.

*Nie musicie czytać, bo jest wycięte z Rozdziału 50*
-Leon wiesz, że ja pójdę pierwsza!-oznajmiła dziewczyna
-O nie! Wczoraj byłaś pierwsza! Dzisiaj ja!-uśmiechnął się-dziewczyna zaprzeczyła, kręcąc głową. Leon otworzył drzwi i oboje przepychając się weszli do środka.
-Chciałaś się umyć to proszę-Leon wskazał na prysznic
-Haha!-zaśmiała się ironicznie Viola-Leon chce się umyć!
-Możesz tutaj-oznajmił i usiadł na desce klozetowej-Ja tutaj sobie poczekam na moją kolej.
-A dlaczego ty się pierwszy nie umyjesz?-zapytała Viola
-No, bo ty tak chciałaś pierwsza!-uśmiechnął się do dziewczyny, a ona wywróciła oczami-Violu-chłopak wstał-Musimy porozmawiać.
-Tak?-dziewczyna błagała, żeby było to o czym ona myśli
-Słuchaj… Ja już tak nie mogę. Nie mogę tak żyć bez twoich ust!-oznajmił, a ona się zarumieniła-Tęsknie! Tęsknie za nami.-oznajmił
-Leon… Ja też chciałam o tym porozmawiać-dziewczyna przybliżyła się do niego
-Pięknie się uśmiechasz-zaczął gładzić ją po twarzy.-Kocham twój uśmiech i Ciebie-wyznał
-Ja Ciebie też-swoje usta złączyli w pocałunku

Ni stąd ni zowąd Violetta zaczęła myśleć o Leonie. Przypominać tą chwilę gdy zostali razem.

Jutro nastepny rozdzial,jak sie wyrobie
Chcecie NEXT?
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Weronika <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
-Maxi, Nati?-para z tyłu usłyszała znajomy im głos.
-Camila?-odwrócił się szatyn.-Camila!-krzyknął uradowany. Dziewczyna podbiegła do nich.
-Jesteście razem?-spytała.
-Tak.-potwierdziła to Nati. Nie przepadała za Camilą, ale musiała jakoś znieść jego towarzystwo.
-To super-dziewczyna trochę posmutniała, lecz nie chciała żeby to zauważyli. Jak na razie była singielką, więc wieść o nowej parze zdołowała ją.

*Tydzień później...*

Dzisiaj organizowana jest wielka kolacja rodzinna. Mają być na niej wszyscy. Nawet Angie, która przyjechała na tydzień z Paryża. A kogo to był pomysł? Oczywiście Esmeraldy, która ma ostatnio obsesję na punkcie "Dobrej rodziny". Chce aby wszystko było idealne. Leon miał już swoje plany na ten wieczór. Zrozumiał, że jest to idealny moment.
Przygotowania do "Przyjęcia" trwały cały dzień. Lecz nie pracowała tylko Esmeralda i Angie, lecz wszyscy. Jest tak, ponieważ brunetka oznajmiła, że wspólna praca polepsza"Więzi rodzinne".
-Słuchaj to jest naprawdę bardzo ważny telefon.-użerał się se swoją żoną German.
-Nie!-jej zachowanie było dość dziwne. Do męża kobiety zadzwonił telefon on nie zdążył go odebrać, bo po prostu wyrwała mu go z rąk. Natomiast teraz próbuje go jakimś cudem odzyskać.
-A podoba Ci się twoja nowa zielona sukienka?-spytał.
-No tak dzisiaj ją założę!-uśmiechnęła się szeroko.
-No właśnie, ale jak nie odbiorę telefonu to nie będziesz miała więcej takich.-oznajmił, na to ona głośno westchnęła.
-Okey. Masz! Ale nie gadaj za długo, czas to pieniądz! Trzeba go wykorzystać!-oddała dotykowe urządzenie swojemu mężowi, na to on bardzo szybko wybrał numer telefonu w liście kontaktów i zadzwonił.
-Nie wiem dlaczego się tak nastawiłaś na to wszystko, przecież całe przyjęcie jest już gotowe.-wyznała swoje zdanie Angie.
-Wiesz... Naczytałam się wiele książek o rodzinie i właśnie takie telefony, jakie German wykonuje psują atmosferę i od razu rozpoczynają się kłótnie.-odparła Esmeralda.
-No nie wiem, nie wiem czy masz rację. Prędzej takie twoje zachowanie zdemoluje Ci rodzinę.-uprzedziła ją.
-Ty masz swoje zdanie, ja mam swoje, a to jest mój dom więc ja mam prawo w nim popełniać swoje błędy.-oznajmiła i poszła do kuchni pozmywać naczynia.
-Angie...-do jadalni wpadła Violetta-Nie wiesz co my jeszcze tutaj robimy? Przecież wszystko jest skończone!-nie rozumiała.
-Ja też tego nie rozumiem.-poparła ją-Ale podobno Esmeralda przeczytała jakieś książki o rodzinie i takie właśnie zachowanie ma jej pomóc.-zaczęła mówić szeptem.
-Ale on prędzej rozwali tym rodzinę!-zaprotestowała Viola.
-Ciiiszej!-uciszyła ją ciotka-Ona nie może nas usłyszeć, bo jak się obrazi to na zawsze!
-No w sumie fakt... Ja Ci coś powiem... Ja jej wcale nie rozumiem, nic, a nic! Czekaj... Zapytam się jej czy już mogę się przygotować, bo trochę to zejdzie!-młoda dziewczyna wparowała do kuchni, na to jej ciocia czekała na swoją siostrzenice. Nagle wyszła z kuchni.
-I co?-spytała.
-Możemy już iść się szykować!-oznajmiła radośnie.
-Na szczęście tego nie musimy robić razem!.-uśmiechnęła się.
-Na szczęście! Oj tak! Na szczęście!-pokiwała głową 21-latka i udała się do swojego pokoju.

Kilka godzin później...

Po długim szykowaniu się wszystkie 3 dziewczyny wyglądały olśniewająco. Violetta wyglądała TAK, Angie TAK, natomiast Esmeralda założyła TO. Wszystko było już gotowe, tylko trzeba było czekać na gości aż się zjawią. Gdy wszystkie trzy panie schodziły po schodach German i Leon otworzyli usta i wypowiedzieli głośne "Wow", na to one zachichotały, lecz tak naprawdę najbardziej błyszczała Viola.
Po niecałych pięciu minutach państwo Verdas zjawili się, matka Leona wyglądała równie olśniewająco.
Wszyscy zasiedli przy stole. Na szczęście tym razem zamiast Esmeraldy gotowała Angie, aż German i Leon odetchnęli z ulgą, choć tak naprawdę Esmeraldzie nie smakowały jej posiłki uważała, że ona robi o wiele smaczniejsze, choć tak naprawdę nie były. Angie była znakomitą kucharką, oczywiście nie była na poziomie Olgi, ale jak na czas praktykowania to wychodzi jej wspaniale. Wszyscy zajadali z wielkim apetytem.
Po zjedzeniu Leon wstał i po prosił o ciszę.
-Nie znam lepszego momentu na to... Po prostu wszyscy jesteśmy razem, więc warto to wykorzystać. Violu...-uklęknął i wyjął z marynarki pierścionek-Wyjdziesz za mnie?-spytał z nadzieją.
-Leon ja... Nie mogę. Wybacz.-wszyscy byli zdziwieni, a Leon i zdziwiony i zły.
-Hahahahaha!-zaczął się śmiać German z radości, a wszyscy się na niego popatrzyli.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I tak można powiedzieć, że nasza szczęśliwa Leonetka dobiegła końca!(

Leonetty nie będzie(jak na razie), ale będzie Fedemiłka, Marcesca i Naxi! No może czasami Caxi, no bo...NIEKTÓRZY LUBIĄ!)

Chcecie NEXT?
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Weronika <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Męczyłam się z tym rozdziałem po szkole,ale chyba było warto.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Francesca stała smętna przy kasie. Strasznie jej się nudziło. Myślała, że jeszcze żaden z jej przyjaciół nie przyjechał do Buenos Aries. Gdy zobaczył kto wszedł do baru zdziwiła się.
-Fran!-krzyknęła Ludmiła tak głośno, że wszyscy się na nią popatrzyli
-Ludmiła!-krzyknęła również. Dołączyła również do nich Violetta.
-Jakby co ja ich nie znam!-oznajmił Leon
-W ogóle co to są za dziewczyny?-spytał Fede
-Nie wiem!-oznajmił swojemu przyjacielowi i zasiedli przy pierwszym lepszym stoliku.
***
Po dość długim spotkaniu się z przyjaciółmi Violetta i Leon wrócili do domu.
-Powiem Ci, że fajnie jest się tak spotkać po tylu miesiącach.-mówiła dalej otwierając drzwi od domu zafascynowana dniem Viola.
-No tak...-przyznał jej rację ukochany-A nie wiesz kiedy Lara przyjeżdża?-spytał.
-Nie wiem, ale chyba miała wcześniej pojechać do rodziny tego jej chłoptasia, a później dopiero tutaj przyjechać sama.-odparła brunetka .
-Sama?-zdziwił się Leon.
-Tak. Jej facet musi pracować podczas wakacji, natomiast ona na ten czas przyjeżdża.-oznajmiła.
-Hm... To trochę smutne. Wyobraź sobie tyle czasu bez ze mnie!-odparł.
-No co ty! Ja bym tutaj nie przyjeżdżała!-oznajmiła. Ich rozmowa z opowieści dnia zmieniła się na flirtowanie.
-Naprawdę? Ja bym nie pojechał do mojej tylko do twojej rodziny.-na twarzy dziewczyny pojawiły się rumieńce.
-To co panie Verdas? Może tak dzisiaj jak wszyscy będą spać, to pan do mnie przyjdzie do pokoju? Musimy omówić pewne sprawy.-oboje zaczęli się przybliżać. Ona złapała go za szyję, a on swoje ręce usadowił na jej pasie.
-No nie wiem, nie wiem. Kusząca decyzja-oboje zaczęli przybliżać się do siebie coraz bliżej.
-No i jak tam spacer?-z kuchni wyłonił się pan German. Oboje od siebie odskoczyli.
-Super! Zobaczyliśmy starych przyjaciół. Niektórzy zaczynają się pobierać.-oznajmiła
-W tak młodym wieku?-zdziwił się jej ojciec.
-Tak!-odpowiedział za Violę, Leon. Co to wkurzyło Germana, bo wiedział jakie ma plany.
-No dobra. Już jest późno, może ja pójdę na górę się myć.-wskazała na schody.
-To idź!-oznajmił nie mając nic przeciwko 21-latek.
-To idę! Dobranoc!-oznajmiła i poszła na górę.
-Dobranoc kotku!-pożegnał się z nią Leon, co wkurzyło Germana, że nazwał ją "kotek". Obaj stali w salonie przed schodami nic nie mówiąc. Czekali, aż Viola zacznie się myć. Gdy usłyszeli strumyki wody od razu rozpętała się cicha kłótnia.
-Chcesz wojnę? Masz wojnę!-oznajmił German
-Jak już mówiłem wcześniej nie boję się pana! A wie pan co? Miałem to zrobić wcześniej, ale uzgodniłem, że jeszcze za wcześnie, lecz teraz wiem, że już mogę.-oznajmił.
-Nie rozumiem o co ci chodzi!-oznajmił przecząco German.
-Pa już dobrze wie o co mi chodzi-podniósł obie brwi.
-O nie!-zaprzeczył 40-latek.
-O tak!-potwierdził Leon.-Ja wiem, że moi rodzice na pewno, ale to na pewno dadzą mi pieniądze na to!
-A..a..Ale. Nie!-tupnął nogą szatyn.
-Nie trzeba było rozpoczynać wojny, dobranoc!-oznajmił brunet i udał się w podskokach na górę.
-Co ja narobiłem?-złapał się za głowę German.

Następnego dnia...

Podczas śniadania panowała martwa cisza. German był zdołowany, Esmeralda zmęczona, a Leon i Violetta nie chcieli przeszkadzać Esmeraldzie.
-No powiedzcie bachory. Co byście chcieli dzisiaj na obiad?-spytała.
-Właściwie to dzisiaj na obiad idziemy do moich rodziców, więc jesteście wolni-odpowiedział Leon swojej przyszłej teściowej.
-Aha. No widzisz German, to dzisiaj może pójdziemy na jakąś kolacje?-spytała swojego męża.
-No dobrze. Czemu nie? Byliśmy już dawno, a z tego co wiem to w naszej ulubionej restauracji mają jakieś nowe dania.-odpowiedział.
-Dziękuję jesteś wielki!-oznajmiła i pocałowała swojego męża w policzek.

*Maxi i Nati*

-Ach! Jak ja kocham Buenos Aries!-zachwycała się Natalia.
-Wiesz, że ja też. Tutaj jest tyle wspomnień!-oznajmił.
-No tak...
-Maxi, Nati?-para z tyłu usłyszała znajomy im głos.
-Camila?-odwrócił się szatyn.-Camila!-krzyknął uradowany. Dziewczyna podbiegła do nich.
-Jesteście razem?-spytała.
-Tak.-potwierdziła to Nati. Nie przepadała za Camilą, ale musiała jakoś znieść jego towarzystwo.
-To super-dziewczyna trochę posmutniała, lecz nie chciała żeby to zauważyli. Jak na razie była singielką, więc wieść o nowej parze zdołowała ją.
Chcecie NEXT?
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Weronika <3
  • awatar Hera - blog: Kocham Naxi nie rób NEXT to głupie!! Nienawidzę Camili i lepiej nie rób pary z Maxim błaaagam!!!!!
  • awatar Gość: tak! <33 dawaj next! Super! :* pisz! :D
  • awatar Gość: Boski <33 German i Leon mnie rozwalają xD Czekam ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Po paru godzinach użerania się z rzeczami Violetta i Leon zbierali się do wyjścia na spacer po okolicy. Mieli już wychodzić, ale coś ich zatrzymało.
-Leon, jednak czegoś nie zabrałam i muszę jeszcze wskoczyć do toalety! Poczekaj tu na mnie 5 minutek, proszę!-oznajmiła i pobiegła na górę.
-Leon możemy porozmawiać w cztery oczy?-zgrywał miłego German
-Jasne!-przytaknął Leon. 40-latek obejrzał się wokoło. Esmeralda była na zakupach, a z Violettą to może trochę potrwać. Podszedł do niego bliżej i zaczął mu prawić kazanie:
-Spróbuj ją tylko dotknąć na tym spacerze, a po tobie!
-Ale my przecież...
-Tak wiem, jesteście parą!-przerwał i złapał go za kołnierz bluzy i spojrzał w oczy-Ale to się zmieni! Rozumiesz?! Będzie stąd odjeżdżać pokłóceni! A ty masz się nie mieszać, bo wiesz... Ja mam znajomości, więc radzę Ci od mojej córci trzymać z daleka!-wyprawił mu kazanie i puścił go. Chłopak był przerażony tą sprawą, ale jednak nie bał się pana Germana.
-Bo co mi pa zrobi?-odwarknął.
-Oj ty jeszcze nie wiesz do czego jestem z dolny! Będę miał Cię na oku!-oznajmił i poszedł do kuchni.
-Zobaczymy, kto będzie lepszy.-szepnął sam do siebie Leon. Czuł się jak na dzikim zachodzie.
-No już jestem!-oznajmiła Viola-Możemy już iść. Wydarzyło sie coś jak mnie nie było?
-Nie, skąd. Rozmawiałem tylko sobie z twoim tatem.-oznajmił
-Coś powiedział złego?-zaniepokoiła się.
-Nie. Skądże. Wręcz przeciwnie.-brunet spojrzał na drzwi kuchni z pogardą
-No to dobrze! Możemy już iść?
-Tak jasne!-oznajmił i razem z Violą wyszedł na świeże powietrze.

*Federico i Ludmiła*

-Kochanie nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że pobieramy się tutaj w Buenos Aries!-mówiła dalej szczęśliwa Ludmiła u boku swoje faceta.
-Tak bardzo się cieszę, że z tobą jestem!-oznajmił. Przybliżył się do niej i miał ją pocałować, ale nagle dziewczyna krzyknęła z zachwytu.
-AAAA!-krzyknęła-Zobacz kto tam się całuje na ławce! Szatyn z postawioną grzywką spojrzał.-To Violetta i Leon!-pisnęła

-Leosiu!-pociągnęła Federico do siebie-Violetko!
-Ludmiła, Federico! Jak my was dawno widzieliśmy!-Leon podrapał się po głowie i szepnął jej do ucha- Chyba już nigdy nie będziemy się całować na spokojnie!-na to ona zachichrała
-Och wy moje gołąbeczki! Jesteście tacy sweet! Widać, że się tak kochacie!-ze swoich dłoni ułożyła serduszko-Może pójdziemy do Resto?-spytała
-O tak! Bardzo dawno tam byłam!-przyznała jej rację Violetta.

*Resto*

Francesca stała smętna przy kasie. Strasznie jej się nudziło. Myślała, że jeszcze żaden z jej przyjaciół nie przyjechał do Buenos Aries. Gdy zobaczył kto wszedł do baru zdziwiła się.
-Fran!-krzyknęła Ludmiła tak głośno, że wszyscy się na nią popatrzyli
-Ludmiła!-krzyknęła również. Dołączyła również do nich Violetta.
-Jakby co ja ich nie znam!-oznajmił Leon
-W ogóle co to są za dziewczyny?-spytał Fede
-Nie wiem!-oznajmił swojemu przyjacielowi i zasiedli przy pierwszym lepszym stoliku.

W tym opowiadaniu idzie mi chyba na razie dobrze,zapraszam do czytania.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Violettes. --> http://bffweronikahania.pinger.pl
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 

-Maxi, kochanie słuchaj... Dlaczego się jeszcze nie pakujesz? Przecież już jutro wyjeżdżamy do Buenos Aries! Z tego co wiem, to tam już jest Leon i Violetta!-oznajmiła Natalia
-Nie musimy jechać jutro! Z tego co pamiętam to z nimi nie utrzymywaliśmy dobrych kontaktów!-machnął ręka i przełączył na kolejny kanał w telewizji.
-Daj ten pilot!-oznajmiła i wyrwała mu z ręki po czym wyłączyła go.
-Ej!-krzyknął
-Jak się będziesz mnie słuchał to zasłużysz, a jak nie to telewizor idzie gdzie indziej, bo cały czas przed nim siedzisz jak rozwydrzony bachor jakiś!-krzyknęła
-No już, już-wstał z fotela-Przepraszam. Masz rację! Nie powinienem tyle oglądać! Ale nie lećmy jutro do Buenos Aries.
-Zapomniałam! Będzie tam jeszcze Camila!-oznajmiła szatynka
-Camila?! Było mówić od razu! Lecimy jutro! Już, już pakuj się!-dziewczyna zabolało trochę to, że kocha on również inną dziewczynę. Nawet jeśli tyle razem przeżyli...

*Buenos Aries*

*Dom państwa Castillo*

-Mam nadzieję, że będzie smakowało.-Esmeralda podała obiad do stołu. Pachniało to tak, że tylko chciało się zjeść i to jak najprędzej. Wyglądało też prześlicznie.-Nie wzięłam soku.-oznajmiła
-Dobra.-powiedział szeptem German. Violetta i Leon nadstawili ucha przybliżając się do niego.-To naprawdę pięknie pachnie i wygląda, ale na sto procent jest obrzydliwe w smaku. Zjedzcie trochę, bez złej miny na twarzy. Potem powiedzcie, że dobre, ale nie jesteście głodni! Okey?-spytał
-Okey!-para odpowiedziała chórem
-Ciszej, bo nas jeszcze usłyszy!-przyłożył palec do ust.
-A co z tobą?-spytała Viola
-Ze mną? No nic! Ja tutaj coś wymyślę. Ale w sumie to ja już się przyzwyczaiłem do tego, więc jestem na to odporny.-oznajmi. Do jadalni weszła Esmeralda, która trzymała tacę na której znajdowały się cztery podłużne szklanki i dzbanek, w którym znajdował się sok pomarańczowy.
-Proszę.-podała szklankę Violi.-Proszę.-podała szklankę Leonowi-I proszę.-podała szklankę Germanowi. Na sam koniec postanowiła ostatnią szklankę sobie. Dzbanek usadowiła na samym środku stołu. Pobiegła truchtem do kuchni i odstawiła tacę na swoje miejsce. Zasiadła przy stole.
-No to możemy jeść!-uśmiechnęła się-Mam nadzieję, że będzie wam smakowało, bo bardzo się starałam. Wszyscy do rąk wzięli łyżki i zaczęli kosztować zupę.
-Mmmm.-zachwycała się smakiem Viola. Ku zdziwieniu wszystkich zupa była bardzo dobra.
-Kochanie! To najlepsza zupa, jaką kiedykolwiek zrobiłaś!-pochwalił German swoją małżonkę
-Dziękuję! Tym razem dodałam trochę serca świni i wątróbki. Ugotowałem je razem z zupą, a potem zamieniłam to na sos z kartofelkami. Mam nadzieję, że będzie wyśmienity!-zdradziła swój sekret.
-A te kawałki mięsa w zupie są przepyszne! Co to?-spytał Leon
-Część głowy!-oznajmiła. Wszyscy wzięli się za chusteczki i wypluli.
-Zupa wyśmienita! Już się chyba wezmę za te kartofelki!-oznajmiła Viola, pozbierała wszystkich talerze i zaniosła do kuchni. Po chwili wróciła. Na stole było już serce i wątróbka z kartofelkami.
-Mam nadzieję, że będzie wam smakowało!-oznajmiła Esmeralda
-Kochanie, a mogę wiedzieć co tutaj dodałaś?-spytał 40-latek.
-W tym sosie jest szpinak, brukselki, groszek, kawałki serca, kawałki wątróbki i żołądka. A! No i jeszcze ogon. No i co tam zostało z głowy!-oznajmiła-No to jedzmy!
-Ja z Leonem jakoś tak nie mamy apetytu, prawda?-skierowała się do Leona
-Prawda, prawda.-przytaknął w panice
-My już dziękujemy! Musimy jeszcze rozpakować swoje rzeczy! Na razie!-oznajmiła i jak najprędzej poszli na górę.
●●●●●● ★ ★♪ ♥ ♪ ★ ★●●●●●●
Mam nadzieje,że nie zanudziliście się na śmierć,serioo.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Violettes. --> http://bffweronikahania.pinger.pl
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Oczywiście młoda dziewczyna chciała pomóc swojemu ukochanemu, lecz jak to pan German mawia "Ten twój Leon to pierdoła! Niech się nauczy męskości, a zobaczysz, że będzie lepszy" i tak jej powtarzał ciągle gdy wydał jakikolwiek rozkaz do najmłodszego z rodziny Verdas'ów.


Wnętrze domu wcale się nie zmieniło. W salonie były te same wygodne, białego koloru kanapy. Na nich leżało kilka małych poduszek z różnymi poszwami. Nie było tylko Olgi i Ramallo, którzy wybrali się na miesiąc miodowy i wracają dopiero za 2 tygodnie.
Jak na razie państwo Castillo (Czyli German i Esmeralda) muszą się sami uporać z domem.
-Violetta skarbie ty moje! Witaj!-zaczęła schodzić szybkim krokiem po schodach Esmeralda. Gdy była już na parterze podbiegła do swojej pasierbicy i przytuliła ją. Obie bardzo dobrze się dogadywały.-A gdzie jest Leon?-spytała, rozglądając się po domu
-Emm... Próbuje się uporać z walizkami-Zgięła rękę i kciukiem pokazała wejście do domu. Z drzwi wyłonił się chłopak dziewczyny. W jednej ręce trzymał 3 walizki, a w drugiej dwie. Ponieważ wszystkie walizki nie były lekkie, skrzywił się jak osoba, która dożywa swoich ostatnich lat życia.
-Kochanie!-gdy German usłyszał jak jego córka nazywa tego "brutala" zaczął dosłownie kipieć w środku-A nie lepiej będzie wziąć raz trzy walizki, a potem dwie?-spytała
-Nie, bo tak jest lepiej. Nie chce mi się iść na górę, aż dwa razy.-chciał pokazać na ręce dwa palca: wskazujący i środkowy układające się w "fajkę". Gdy to zrobił trzy torby, które trzymał upadły. Złączył do kupy wszystkie palce drugiej dłoni i usztywnił ją. Po tym ułożeniu uderzył się nią w czoło.
-Co?-spytał sam siebie
-Może to jakiś znak? Może to znak na to, żebyś zrobił tak jak Ci powiedziałam wcześniej? Nie sądzisz?
-Okey!-westchnął i wywrócił oczami.-Gdzie zanieść te walizki?
-Oczywiście Violi zanieś do jej pokoju, a twoje do gościnnego.-chłopak posmutniał, a już myślał, że chociaż ten jeden raz będą mogli razem spać w tym wielkim domu. 21-latke wziął dwie walizki.Jedną małą i jedną dużą.-Halo? Człowieku? Czy ty nie wiesz, że kobiety mają pierwszeństwo? Najpierw walizki Violi.
-No wiem. To są walizki Violi-oznajmił
-Tak tato. Ja mam te dwie mniejsze.-westchnęła Viola. Natomiast małżeństwo Castillo nie mogło powstrzymać się od śmiechu, lecz udało im się opanować. Byli jednak trochę zażenowani wiedząc, że to może był ich przyszły zięć.


CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
*Samolot*
Violetta i Leon siedzieli już na swoich miejscach. Jeszcze kilka lat temu brunetka bała się lata tą potężną maszyną, lecz po wielu lotach przyzwyczaiła się do tego. Teraz dla niej lot samolotem to jest coś normalnego. Tak samo jak np. jazda samochodem tylko takim większym. Żeby lot mijał szybciej Leon serfował po internecie, a Violetta pisała kolejny wpis w jej pamiętniku:

"Drogi pamiętniku!
Właśnie rozpoczęły się wakacje. Ja i Leoś lecimy do Buenos Aries. Już bardzo dawno widziałam mojego tatę. Jeszcze na święta wielkanocne! Ale ile ja się z nim widziałam?! Eh! Mało! Może tak 3 dni i znowu do Hiszpanii! Teraz jedziemy na dłużej. Tato chyba dostanie zawału jak zobaczy nasze wszystkie uściski i pocałunki. Znając życie znowu Leon będzie spał w pokoju gościnnym, a ja w swoim! Ugh! Czasami mnie naprawdę denerwuje, ale ja wiem, że on to robi dla mojego dobra. Oczywiście jego zdaniem, a nie moim! Moim zdaniem robi on bardzo źle, bo ja też bym mogła mu zabronić się spotykać z Esmeraldą! I bym też mogła wysłać jego nową żonę do pokoju gościnnego! Oczywiście Leon nie jest moim mężem, ale kto to wie jak się życie potoczy? Nikt! Niestety! Jak to brzmi? Violetta Verdas? HahaxD Inicjały V. V. Agent V. V. Z Leonem dopiero rok jestem, a ja już o ślubie myślę! Nie no super Violka! Masz bardzo bogatą wyobraźnie:3"

Podróż mijała bardzo szybko. Leon miał już czerwone oczy od gapienia się w ekran tableta. Jego ukochana czytała książkę o dziewczynie, która żyła sama, ponieważ nie była ona najwyższej urody. Lecz po kilku latach ktoś dostrzegł to co ma w sercu. To czego nie można zobaczyć na zewnątrz. Historia kończy się tym, że oboje giną w wypadku.

*Kilkanaście godzin później...*


Violetta i Leon byli już przed domem pana Germana.
-Wiesz, że możemy się teraz bardzo długo nie całować?-spytała brunetka swojego chłopaka
-Yhm.-przytaknął.-To może-stanął na przeciwko dziewczyny i złapał ją za ręce.
-To może?-spojrzała w jego zielone oczy. Przybliżyli się do siebie, byli już blisko, niebezpiecznie blisko. Od ich ust dzieliły milimetry. Viola wplotła palce w jego włosy, a on złapał ją w pasie. Oboje skosztowali swoich ust. Kosztowali, kosztowali i kosztowali tak, aż z drzwi domu wyłonił się German.
-Violetta?!-krzyknął. Oboje odskoczyli od siebie jak "poparzeni".

-Cześć tatusiu! Dawno się nie widzieliśmy!-młoda dziewczyna rzuciła się na jego szyję, a German swój podbródek oparł o ramię swojej córki. Spojrzał Leona, który drapał się po głowie, nie wiedział co robić. On również spojrzał na złego 40-latka. Szatyn wprost chciał zamordować bruneta swoim wzrokiem. W końcu ojciec i córka oderwali się od siebie, a German z miny "Bandyty" zmienił na "Kochanego tatusia" uśmiechając się szeroko do Violi.

-To co? Pomóc wam z walizkami?-spytał German
-Jasne tato-uśmiechnęła się jeszcze szerzej do niego Viola
-Słyszałeś?-skierował się do Leona-Zabierz te walizki!-pokazał tylko ruchami rąk na wszystkie pięć różnej wielkości toreb. I razem z Violettą wszedł do środka wielkiego domu. Oczywiście młoda dziewczyna chciała pomóc swojemu ukochanemu, lecz jak to pan German mawia "Ten twój Leon to pierdoła! Niech się nauczy męskości, a zobaczysz, że będzie lepszy" i tak jej powtarzał ciągle gdy wydał jakikolwiek rozkaz do najmłodszego z rodziny Verdas'ów.


*Koniec pierwszego rozdziału*
Mam nadzieje że się spodoba.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Violettes. --> http://bffweronikahania.pinger.pl
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Jeszcze rok temu Violetta i Leon byli przyjaciółmi i mieszkali razem z Larą. Dziś to przeszłość. Lara się wyprowadziła i już pół roku mieszka ze swoim chłopakiem-Nicolasem, którego poznała na studiach. Natomiast Leon i Viola są parą. Dzisiaj obchodzą swoją pierwszą rocznicę. Wakacje już się zaczęły i z tego powodu wylatują do ich rodzinnego miasta Buenos Aries. Tam mają swoją najbliższą rodzinę. Germna w końcu będzie mógł kontrolować swoją córkę i odganiać od niej Leona. Gdy dowiedział się o związku swojej córki-zemdlał.
-Kochanie! Już wszystko spakowałaś i sprawdziłaś?-spytał Leon, swojej dziewczyny
-Tak, tak.-oznajmiła brunetka schodząc po schodach.-Albo czekaj! Nie wiem czy wzięłam szampon!
-Wzięłaś!-oznajmił zniecierpliwiony Leon-No chodź, bo się spóźnimy na samolot!
-No już, już! Nie panikuj!-powiedziała również zdenerwowana Viola

*Koniec prologu2* haha , mam nadzieje że polubicie następne opowiadanie.

CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
 

 
Jak mowi tytul,nie odchodze. Po prostu nie bede konczyc opowiadan , nie napisze nastepnego rozdzialu po prostu nie mam weny..
Nic mi nie idzie,nie dam rady juz pisac tego opowiadania. Wiec pisze od nowa przepraszam , byc moze z nowym opowiadaniem pojdzie mi lepiej i bedziecie czytac.
W nastepnym wpisie PROLOG *zapraszam*
Teraz na pewno nie zmienie opowiadania. Postaram sie pisac do konca
Violettes.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Wsłuchuję się w każde słowo. Kiedy piosenka cichnie, otwieram oczy i zauważam Leona który całuję się z jakąś blondynką. Nie wiedziałam co się dzieje. Odbiegłam z tamtąd z płaczem.....
Nie wiedziałam co mam zrobić. Zapłakana wybiegłam ze szkoły i udałam się w stronę parku. Przechadzałam się alejkami. Nie wiedziałam co zrobić. Przecież nie byliśmy razem a jednak czułam i nadal czuje ten ogromny ból który przeszył moje ciało jak widziałam go z inną. Było to nie do zniesienia. Siadłam na pierwszej wolnej ławce. Zamknęłam oczy, a po moich policzkach zaczęły lać się słone łzy. Myślami wracałam w chwilę, chwilę której nie powinnam była zobaczyć.
Postanowiłam przestać użalać się nad postępowaniem Leona. Przecież to jego życie i robi z nim co zechce. Nie będę mu w tym przeszkadzała.
Wstałam z ławki, otarłam spływające po moich policzkach łzy i spacerowałam dalej. Nie miałam ochoty iść dzisiaj na lekcje. Chodziłabym rozkojarzona i przygnębiona.
Za chmur wyłoniło się słońce które zaczęło rozświetlać moją bladą cerę. Na mojej twarzy pojawił się nikły uśmiech który od razu zniknął. Spuściłam głowę i dalej szłam. Nagle czuje, że dobijam do jakiejś osoby przez co tracę równowagę i upadam. Podniosłam głowę i ujrzałam przystojnego szatyna. Wstałam po czym otrzepałam się i dalej wpatrywałam się w jego czekoladowe oczy.
-Hej jestem Fede a piękności jak się nazywasz?-zapytała a no moje policzki wkradł się rumieniec
-V..violetta
-Masz może ochotę na kawę?
-Peewnie
Udaliśmy się do najbliższej kawiarni. Siadamy przy najbliższym stoliku. Czuję się lekko a nawet bardzo skrępowana.
-Na co masz ochotę?
-Latte i tiramisu- mówię nieśmiało
-Dobrze już się robi- mruga do mnie i udaje się zamówić nasze desery
Kilka sekund później siada znów naprzeciwko mnie.
-No więc... może opowiesz mi coś o sobie tak lepiej się poznamy?
-No ok... Więc jak już mówiłam nazywam się Violetta, uczęszczam tu niedaleko do szkoły muzycznej, mam 18 lat i to chyba tyle
-Ja też będę uczęszczał tutaj do szkoły chyba tej samej co ty, mam na imię Federico ale dla przyjaciół i piękności jak ty Fede, mam również 18 lat....
Nie dokończył ponieważ kelnerka przynosi nasze zamówienie.
Siedzieliśmy tak jeszcze pół godziny. Dobrze nam się rozmawiało. Polubiłam Federico jest po prostu...idealny. Można powiedzieć, że jest przeciwieństwem Leona.
Obecnie idziemy parkiem i ciągle rozmawiamy. Kierujemy się od szkoły, żeby Fede mógł potwierdzić swoje przybycie.
Po piętnastu minutach jesteśmy już w budynku. Szatyn zabiera klucze z recepcji i razem ze mną kieruje się do swojego pokoju. Dopiero po chwili orientuje się, że ma pokój na tym samym piętrze co ja z czego bardzo się cieszę. Ciągle idziemy korytarzem, aż nagle stajemy naprzeciwko mojego pokoju
-Czy ty masz pokój z Leonem
-No tak a co?
-Ja mieszkam na przeciwko-wskazuję na drzwi po czym szeroko się uśmiecham
-To świetnie, wejdziesz?
-Pewnie
Wchodzimy do środka a tam zastajemy szatyna który całuje się z jakąś blondynką. Zabolało mnie to ale nie chciałam tego po sobie poznać.
Federico odchrząkuje przez co zwraca uwagę zakochanych. Patrzą na nas skrępowani.
-Cześć ja jestem Fede będę z tobą mieszkał
-Miło mi ja jestem Leon
-Hej ja jestem Ashly dziewczyna tego oto tutaj przystojniaka-mówi po czym przytula się do szatyna który ewidentnie nie wie jak się zachować.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Lekarz powiedział, że może wyjść jeszcze dzisiaj.
Bardzo ucieszyłam się z tego, że już dziś mogę wyjść. Szybko się przebrałam po czym wróciłam do Leona.
-Już jestem możemy iść
-No to choć
Wyszliśmy ze szpitala, zamówiliśmy taksówkę i po piętnastu minutach znajdowaliśmy się przed szkołą. Weszliśmy do środka i skierowaliśmy się w stronę pokoju Leona. Po drodze źle się poczułam i na chwile stanęłam.
-Wszystko w porządku?-zapytała z troską w głosie szatyn
-Tak po prostu źle się poczułam, już lepiej możemy iść
Po pięciu minutach znajdowaliśmy się przed pokojem chłopaka. Otworzył drzwi i puścił mnie pierwszą. Weszłam do środka i usiadłam na łóżku.
-No to...
-O czym w ogóle mamy zrobić projekt?
-Czekaj sprawdzę-odpowiedział i zaczął grzebać w jakiś papierach
-Tytuł to „Chemia – wiem, umiem, rozumiem”.
Przez następne pół godziny pracowaliśmy na naszym zadaniem. Kiedy zaczęło się ściemniać postanowiłam wrócić do swojego pokoju.
-Ja już muszę iść-słowa skierowałam w stronę szatyna
-Ok dokończymy jutro?
-Pewnie
Wstałam i udałam się w stronę drzwi ale w porę się zorientowałam, że nie zabrałam torebki. Po drodze potknęłam się i czekała na nieuniknione spotkanie z podłogą. Jednak tak się nie stało, moje ciało trzymały silne ręce Leona który stał tuż nade mną. Powoli zaczął zbliżać się do mojej twarzy. Kilka sekund później złączył nasze usta w pocałunku. Nie wiem dlaczego ale go oddałam. Spodobało mi się i to nawet bardzo ale nie mogłam dać tego po sobie poznać. Oderwaliśmy się od siebie a ja spoglądałam w jego szmaragdowe oczy.
-Ja...przepraszam nie powinienem
-Nie szkodzi zapomnijmy ok?
-Jasne
Zabrałam moją torebkę i jak najszybciej wyszłam z pomieszczenia. Kiedy weszłam do naszego pokoju zauważyłam, że dziewczyny już dawno spały. Przebrałam się w piżamę i położyłam na łóżku. Nie umiałam zasnąć, cały czas myślałam o tym co się niedawno zdarzyło. W końcu udałam się do krainy Morfeusza.
Następnego dnia słońce robiło mi na złość świecąc mi prosto w twarz. Przetarłam moje zaspane oczy. Spojrzałam na zegarek w telefonie. Jest godzina 6. Spodziewałam się że już nie zasną więc bezszelestnie zabrałam swoje ubrania i poszłam do toalety. Dwadzieścia minut później gotowa wyszłam z pokoju. Postanowiłam pochodzić po szkole. Chodziła tak bez celu, aż w końcu stanęłam przed salą muzyczną. Nie wchodziłam tam ponieważ ktoś już tam był i grał przepiękną piosenkę.
Es por menos que parezco invisible
Y solo yo entiendo lo que me hiciste
Mirame bien, dime quien es el mejor
Cerca de ti, irresistible
Una pasión, poco creible
Mirame bien, dime quien es el mejor
Hablemos de una vez
Yo te veo pero tu no ves
En esta historia todo esta al reves
No me importa esta vez

Wsłuchuję się w każde słowo. Kiedy piosenka cichnie, otwieram oczy i zauważam Leona który całuję się z jakąś blondynką. Nie wiedziałam co się dzieje. Odbiegłam z tamtąd z płaczem.....
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
-Już dzisiaj się witaliśmy-odpowiedziałam oschle
-Co ty taka w nie humorze
-Po prostu się nie wyspałam
-Ale to nie znaczy że masz być nie miła
-Skończmy tą bezsensowną rozmowę
-Ale czemu?
-Ale czemu co?
-Czemu nie chcesz ze mną rozmawiać
-Bo mnie denerwujesz
-Co ja takiego robię
-Na przykład to co teraz czyli kłócisz się ze mną
Nie zdążył odpowiedzieć bo do klasy wszedł nauczyciel.
-Dzień dobry wszystkim jestem waszym nowy nauczycielem chemii.
Od razu było widać, że nie jest typem zbyt miłej osoby ale cóż można zrobić.
Lekcja minęła dość spokojnie. Kiedy tylko zadzwonił dzwonek od razu wszyscy pędem wybiegli z klasy. Widać tak jak ja nie przepadli zbytnio za tym nauczycielem.
Powoli jako ostatnia wyszłam z klasy. Choć to chyba nie był najlepszy pomysł.
-Panno Castillo proszę poczekać
~O nie~ myślę i powoli się odwracam
-O co chodzi?-pytam lekko przesłodzonym głosem
-Musi pani wykonać projekt z wybraną przeze mnie osobą
~Super~
-A mianowicie z kim?
-Z...-spogląda w dziennik-panem Verdasem
-Muszę z nim?
-A co pani w nim przeszkadza
-Po prostu wolałabym z kimś innym
-Przykro mi ale nie da się nic zrobić jest pani z nim w parze resztę informacji podam wam podczas następnej lekcji a teraz do widzenia
-Do widzenia-odpowiedziała zła i wyszłam
Już od rana przez tego człowieka jestem zła. Teraz mam....wf. W dosyć szybkim tępię dotarłam na miejsce. Weszłam do szatni i szybko się przebrałam a włosy spięłam w kucyka po czym wyszłam. Weszłam do sali. Wszyscy już tam byli i chyba na mnie czekali.
-A więc tak jak wcześniej mówiłam dzisiaj będziemy grać w siatkówkę chłopcy na dziewczyny a więc do dzieła
Wszyscy ustawili się na swoje pozycje. Ja byłam na serwie. Odbiłam piłkę która przeleciała przez siatkę. Nasi przeciwnicy zgranie wykonali dwa podania a za trzeci wykonali tak zwaną ścinę. Piłka z całe siły walnęłam pnie w twarz. Poczułam ogromny ból a potem obraz stał się rozmazany a następnie czarny.
Obudziłam się w jakimś białym pokoju. Próbowałam się podnieść ale ból głowy mi na to nie pozwalał. Rozejrzałam się dookoła. Pomieszczenie wygląda sale szpitalną. Przez białe drzwi weszła kobieta ubrana w kitel.
-Jak się czujesz?
-Dobrze a gdzie ja jestem?
-Jesteś w szpitalu doznałaś lekkiego wstrząśnienie mózgu-zamarłam
-Ile ja tu jestem ?
-trzy godzin
-A był ktoś u mnie
-Cały czas był tutaj brązowowłosy młodzieniec, czekała aż panienka się obudzi teraz poszedł do bufetu za chwile powinien przyjść-w tym momencie w drzwiach stanął... Leon?
-Hej
-Cześć-odpowiedziałam a pielęgniarka zniknęła
-Jak się czujesz
-Dobrze w miarę
-To dobrze
-Jak ja się tutaj znalazłam
-Graliśmy w siatkówkę a Diego z całej siły walnął cię piłką w głowę, zemdlałaś i jesteś tutaj-przedstawił mi w skrócie przebieg wydarzeń
-Byłeś tutaj cały czas?
-...Tak-odpowiedział a ja go przytuliłam
Po mimo tego że był zaskoczony moim zachowaniem odwzajemnił uścisk.
-Muszę ci powiedzieć że mamy razem zrobić projekt z chemii
-Wiem nauczyciel mi powiedział
-To kiedy się spotykamy
-U mnie jak wyjdziesz?
-A tak w ogóle to kiedy wychodzę?
-Nie wiem pójdę zapytać-wstał i wyszedł z pokoju
Wrócił po pięciu minutach.
-Lekarz powiedział, że może wyjść jeszcze dzisiaj
`~~~~
Długo pisałam. Mam nadzieje że się podoba .
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
 

 
Przeraziłam się. Powoli odwróciłam się i zobaczyłam
Powoli pełna strachu odwróciłam głowę. Widok osoby jaką tam zastałam nie spodobał mi się zbytnio.
-Leon co ty robisz?
-Ja nic takiego. Nie widzisz??
-Właśnie widzę co robisz i nie podoba mi się to zbytnio-wycedziłam przez zęby
-Nie kłam każda dziewczyna chciała by być teraz na twoim miejscu-odpowiedział uwodzicielskim tonem
-Widzisz ale ja nie, więc może daruj sobie
-Widzę w twoich oczach coś innego
-Jeśli oczy tego nie mówią to usta powiedzą ''odwal się''. Teraz zrozumiałeś?
-Oczywiście mów sobie co chcesz ale ja i tak wiem swoje- odrzekł (XD) i odszedł
Odetchnęłam. Nie miałam ochoty dłużej na niego patrzeć. Chociaż te jego śliczne szmaragdowe oczy... 'Nie Viola Spokój!' krzyczałam do siebie w myślach. Przez moją nie uwagę wpadłam na kogoś i miałam dość nie przyjemne spotkanie z podłogą. Podniosłam swój wzrok.
-I co nie umiesz się ode mnie uwolnić co?
-Mógłbyś sobie darować mam już dość
-Niech pomyśle...nie?
-Musisz być taki...taki
-Jaki?
-Upierdliwy
-Ja upierdliwy? Chyba ci się to przewidziało
Nie mogłam już wytrzymać w jego towarzystwie więc odeszłam z tamtąd. Nie rozumiem jak można być takim człowiekiem. Nie zawracając sobie więcej głowy wróciłam do loży. Na miejscu znajdowały się już wymęczone i pijane dziewczyny. Siadłam obok Cami. Czuć od niej było alkohol który nie pachnie zbyt dobrze. Nie chciałam żeby zalały się jeszcze bardziej więc postanowiłam zaprowadzić je do naszego pokoju. Lecz nie był to takie proste jak myślałam. Nie dawałam rady więc z bezradności usiadłam na ziemi i spuściłam głowę.
-Pomóc ci?
Obróciłam się i zobaczyłam bruneta którego nie darze zbyt pozytywnym uczuciem. Po mimo tego że go tak nienawidzę potrzebuje pomocy.
-Jak byś mógł
-Nie ma problemu
-Wiec ty weź Camilę a ja Ludmiłe
-Dobra
~*~
Właśnie kładę blondynkę do łóżka. Odwracamy się i wiedzę szatyna który przygląda mi się.
-Mam coś na twarzy?-zapytałam
-Nieee-zamyślił się-Ja już pójdę
Podeszłam z nim do drzwi.
-Dziękuję bez ciebie nie dałabym sobie rady
-Nie ma za co- I zniknął
Zamknęłam pomieszczenie i sama położyłam się spać.
Następnego dnia obudziły mnie promienie które przenikały przez zasłony. Miałam zamiar jeszcze poleżeć ale chyba nie było mi to dane po usłyszałam przeraźliwe krzyk przez który spadłem z łóżka. Podniosłam głowę, otworzyłem oczy, rozejrzałam się i wstałam. Poszłam w kierunku z którego dochodziły te przeraźliwe dźwięki. Do obrony wzięłam poduszkę. Dopiero teraz zdała, sobie sprawę ze raczej nie obronie się tym przedmiotem ale mówi się trudno. Byłam coraz bliżej. Powoli Otworzyła drzwi łazienki i ujrzałam...Ludmiłe
-To tylko ty-odetchnęłam
-Tylko ja?! Wiesz co dzięki
-Nie chodziło mi o to...po prostu myślałam że ktoś się tutaj włamał czy coś
-Ta jasne teraz się tłumacz ja i tak wiem swoje-odpowiedziała i posłał mi złowrogie spojrzenie
-Dlaczego tak krzyczysz?-próbuje zmienić temat
-Widziałaś jak ja wyglądam
-Eeee.... normalnie
-Czy normalnie znaczy, że mam podkrążone oczy, rozmyty makijaż i włosy jakby mnie piorun walnął?
-No nie... ale nie trzeba był wczoraj tak pić to byś teraz normalnie wyglądała
-A właśnie co ja wczoraj robiłam ? Kompletnie nic nie pamiętam
-Opowiem ci przy innej okazji-odpowiedziałam i udała się w stronę łóżka
-Ejjj
Już miałam się położyć kiedy ktoś zapukał do pokoju.
~'Kogo znów tu niesie'~
Powolnym krokiem doszłam do wyznaczonego miejsca. Pociągnęłam za klamkę i delikatnie otworzyłam drzwi. Moim pięknym oczętom ukazała się sam pan Verdas we całej okazałości.
-Czego chcesz?-pytam obojętnie
-Aleś ty miła
-Daj se spokój... to co jest tak ważne, że zaszczyciłeś mnie swoją obecnością?
-Po prostu chciałem zobaczyć jak się trzymasz
-I ja mam w to uwierzyć bo?
-Bo mówię prawdę
-Skoro tak to jestem w jak najlepszym humorze pa-próbowałam zamknąć drzwi ale na marne
-Daj mi spać- jęczę
-Widziałaś która jest godzina?
-Nie a powinnam?
-Idź sprawdź
Podchodzę do szafki nocnej na której leży mój telefon. Chwytam go do ręki i odblokowywuję ekran po czym zerkam na godzinę.
~Jest 8:30!~ krzyczę w myślach
-Dobra jest już późno a teraz wynocha!!-zdołałam go wygonić po czym czym prędzej udałem sie do łazienki. Po drodze wzięłam mój ulubiony zestaw. Jak najszybciej przebrałam i umalowałam się. Wychodząc zobaczyłam gotowe już dziewczyny.
-Jak wy to...?
-Normalnie
-Ale przecież..przed chwilą ty krzyczałaś a ty spałaś
-Cuda się zdarzają
-Dobra chodźcie już Czym prędzej wyszłyśmy i udałyśmy na pierwsza lekcje.Była to znienawidzona przeze mnie chemii. Ale jak mus to mus. Nawet nie zdałam sobie sprawy kiedy byłyśmy na miejscu. Weszłam do środka i jedyne wolne miejsce było koło...O nie...Obok Leona. Nie no ja to mam po prostu szczęście.
-Witam
-Już dzisiaj się witaliśmy-odpowiedziałam oschle
-Co ty taka w nie humorze
-Po prostu się nie wyspałam
-Ale to nie znaczy że masz być nie miła
-Skończmy tą bezsensowną rozmowę
----------------------------:-----------------------
Dziś trochę dłuższy , MAM NADZIEJE ŻE WAS NIE PRZYNUDZAM.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Pozdrawiam .
  • awatar Gość: zajefajny! <33
  • awatar ♥ Mini Tini ♥: boski *-* ;*
  • awatar Gość: Hahah :D ! Najlepsza Viola z Leonem :D <33
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Spojrzała na mnie krzywo i popędziła do łazienki z której wcześniej wyszła blondynka.

~*~

Razem z dziewczynami stoimy w sali i czekamy na dyrektora. W pomieszczeniu panuje grobowa cisza. Nikt nic nie mówi. Jak by się czegoś obawiali. Ale czego?
Po chwili do sali wszedł mężczyzna. Na oko około czterdziestoletni. Stanął na scenie i zaczął przyglądać się każdemu z osobna.
-Witam was moi drodzy w nowym roku szkolnym. Chciałbym serdecznie powitać nowych uczniów jak i nauczycieli. Mam nadzieję że będzie nam się dobrze współpracować. Nie przeciągając dłużej udajcie się do swoich klas- na tych słowach zakończył swój monolog.

~*~

Obecnie czekamy na naszego wychowawcę który się spóźnia. Cóż mówi się trudno.
-Dzień dobry klaso-zaczął-Nazywam się Beto i będę waszym wychowawcą. Mam nadzieje że się polubimy i będzie nam się dobrze pracowało. A więc może każdy nam się przedstawi...
I w ten sposób minęła cała godzina.
Dostaliśmy plany zajęć na cały tydzień. Dzisiejszy dzień jest wolny z czego bardzo się cieszę.
-Dziewczyny co dziś robicie?
-Ja idę na imprezę, w końcu trzeba się zabawić idziecie ze mną?- Zaoferowałą
-Ja z chęcią- odpowiedziała Cami
Obydwie spojrzały na mnie i wyczekiwały mojej odpowiedzi.
-No to co idziesz?
-Sama nie wiem...
-Nie daj się prosić
-...Niech wam będzie
-No to teraz trzeba się wyszykować!!-krzyknęły uradowane po czym pociągły mnie w stronę pokoju.

~*~

Leże na łóżku i przyglądam się dziewczyną z rozbawieniem. Nie wiem jak one mogą tak długo wybierać ubrania. Co chwile słyszę :
-Nie to zbyt sztywne lub to nie będzie pasować
Grzebią w tej szafie z dobrą godzinę.
-Mam!- Krzyknęła blondynka a ja ze strachu spadłam z łóżka
-Viola gdzie jesteś?
-Tuu
-Przestań się bawić w chowanego i choć tutaj.
-Ja się wcale nie bawię.... a zresztą już idę
-Mamy dla ciebie i dla nas idealne stroję
-To pokazujcie już nie mogę się doczekać
-No to najpierw mój strój
-Pięknie... Śliczna sukienka
-A teraz moja sukienka
-Wow...
-Kolej na twoją kreację
-No naprawdę dla mnie?
-A widzisz tu kogoś innego
-Jezu dzięki, dzięki, dzięki!!- krzyknęłam przytulając je
-Nie uduś nas- zaśmiały się
-Przepraszam
-Nie przepraszaj tylko się ubieraj
-Już, już
Po kolejnej godzinie we trójkę stałyśmy gotowe do wyjścia.
-Wyglądacie pięknie- powiedziałam
-Ty też
-Teraz czas na impreze
Po cichu wymknęłyśmy się najpierw z pokoju a potem z szkoły i ruszyłyśmy do najlepszego klubu w tym mieście.

~*~

Wchodzimy do klubu. Już na wejściu można wyczuć alkohol i papierosy. Muzyka była na tyle głośna, że nie mogłam usłyszeć własnych myśli.
Udałyśmy się w stronę wynajętej loży. Ludmiła pomyślała o wszystkim.
Wypiłyśmy kilka drinków i poszłyśmy na parkiet.
Zaczęłam tańczyć a po chwili poczułam czyjeś ręce na moich biodrach. Przeraziłam się. Powoli odwróciłam się i zobaczyłam

CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Pozdrawiam. Dalsza cześć jutro.
 

 
-To co kto śpiewa pierwszy?
-Może ty-wskazała na mnie Cami
-Ale ja nie umiem
-Musisz umieć inaczej by cię tutaj nie przyjęli dasz radę
-Niech wam będzie-powiedziałam niechętnie
Stanęłam przy mikrofonie, zamknęłam oczy a muzyka zaczęła lecieć. Całym sercem w czułam się w piosenkę. Słowa płynęły z mnie.
Kiedy muzyka ucichła usłyszałam brawa. Otworzyłam oczy i zobaczyłam kobietę. Stała na przeciwko mnie i przyglądała się. Miała kręcone blond włosy które sięgały jej do ramion.
-Coś się stało?
-Wiesz, że nie wolno korzystać z sala kiedy nie ma lekcji?
-Nie wiedziałam przepraszam-spuściłam głowę
-Nic się nie stało ale ma to być ostatni raz-pogroziła mi palcem i kazała wyjść
W całym tym zamieszaniu zgubiłam gdzieś dziewczyny. Szukałam ich i nigdzie nie mogłam znaleźć, tak jakby znikły. Po długich poszukiwaniach w końcu poddałam się i zawiedziona ruszyłam w stronę mojego pokoju.
~*~

Otwieram drzwi apartamentu i siadam na łóżku. Nie mam na nic ochoty.
Wyciągnęłam telefon i słuchawki. Odtworzyłam moją ulubioną piosenkę i zamknęłam oczy. Wsłuchiwałam się w rytmy muzyki. Kiedy dobiegła końca postanowiłam, że pójdę spać w końcu jutro wielki dzień. Rozpoczęcie roku...
Zabrałam piżamę i udałam się do łazienki. Na miejscu wzięłam szybki prysznic, przebrałam się i wyszłam.
Ponownie położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy. Za nim zdążyłam usnąć usłyszałam otwieranie drzwi. To pewnie dziewczyny
~*~
Następnego dnia rano budzą mnie promienie słońca które przedarły się przez zasłony okna. Leniwie przeciągam się po czym wstaję. Rozglądam się po pomieszczeniu i widzę Ludmi i Cami które jeszcze smacznie śpią.
Postanawiam ich nie budzić i na palcach wstaję, wybieram komplet ubrań na dzisiejszy dzień i kieruję się do łazienki. Spędzam tam godzinę po czym gotowa wychodzę.
Stwierdziłam, że obudzę dziewczyny.
Pierw podeszłam do Ludmiły
-Hej wstawaj
-Jeszcze 5 minut mamo
-Masz wstać
Nic sobie z tego nie zrobiła tylko obróciła się na drugi bok i dalej spała.
-Mam nową sukienkę od Artura Vitaliego- Natychmiastowo wstała
-Gdzie ją masz?-zapytała rozglądając się
-Upss pomyłka
-Kiedyś cię uduszę
-Ja ciebie też
-Ja pójdę się ubrać a ty obudź Cami
-Tak jest
Podeszłam do przyjaciółki.
-Cami wstawaj
-Jeszcze Chwila
-Nie, masz w tej chwili wstać-Nie podziałało dalej spała
Naszła mnie pewna myśl którą od razu wykonałam a mianowicie zrzuciłam ją z łóżka.
-Co się dzieje?-zapytała oszołomiona
-Musisz się ubrać. Masz na to 10 minut
-Że w ile???
-Dziesięć- powtórzyłam
-Nie zdążę
-Trzeba był wstać kiedy cię budziłam
Spojrzała na mnie krzywo i popędziła do łazienki z której wcześniej wyszła blondynka.
~*~
Dalsza część jutro. *o* dziękuje za komki.< 3 *__*
 

 
Dziś jest ten dzień, dzień w którym zacznę wszystko od nowa. Nie będę martwiła się przeszłością.
Obecnie stoję przed budynkiem szkoły w którym będę mieszkała.
Nie jest to typowa szkoła muzyczna. Obowiązują tutaj normalne zajęcia choć i tak większość z nich to taniec i śpiew.

Podchodzę do ogromnych dębowych drzwi i lekko je otwieram a następnie wchodzę do środka.
Miejsce to przypomina mi zamek. Ściany wykonane są z czerwonej cegły na której wiszą obrazy. W oczy rzucił mi się czerwony dywan który prowadził do recepcji.
Chwyciłam za rączkę o mojej walizki i udałam się po klucz od pokoju.
Podeszłam do kobiety która wyglądała na dość miłą.
-Dzień dobry ja chciałam odebrać klucze od mojego pokoju
-Dzień dobry a jak się nazywasz?
-Violetta Castillo
-Castillo...Castillo- mówiła szukając mojego nazwiska-Proszę to klucz do pokoju
-Dziękuję
Obróciłam się i przez przypadek na kogoś wpadłam.
-Uważaj co robisz!-krzyknął
-Ja przepraszam... nie widziałam cię
-To jak używasz oczu-zapytał zdenerwowany
Od razu stwierdziłam, że nie zaprzyjaźnię się z wieloma osobami jeśli będą takie same jak on.
Odwróciłam się napięcie i udałam w kierunku windy. Podeszłam i nacisnęłam kilka razu na guzik. Po kilku minutach czekania w końcu weszła do środka. Już mieliśmy jechać kiedy do windy wszedł ten chłopak na którego wpadłam.
-Kolejny raz się widzimy tylko tym razem nie staranuj kogoś- prychnął i od wrócił się do mnie plecami. W środku cała się gotowałam.
-Wiesz powiem ci coś, znam wiele osób takich jak ty...
-Czyli jakich?
-Zadufanych w sobie bubków których nie obchodzi nic poza własny tyłkiem. Nie znoszę takich ludzi więc jakbyś mógł to zachowaj ten komentarze dla siebie!- wyrzuciłam z siebie wszystko i od razu mi ulżyło
-Oj nie wiesz, że złość piękności szkodzi? Choć w twoim przypadku i tak by się nic nie zdziałała
Chciałam mu coś powiedzieć ale już byłam na moim piętrze.
Wyszłam z windy posyłając mu złowrogie spojrzenie.
Ciągnęłam swoją walizkę i szukałam odpowiedniego pokoju. Po paru minutach zatrzymałam się pod drzwiami z liczbą 1123. Nie pewnie zapukałam a po chwili w drzwiach stanęła blondynka.
-Hej to ty jesteś Violetta?
-Tak to ja miło mi cię poznać
-Ja jestem Ludmiła, wchodź- zaprosiła mnie do środka
Kiedy zobaczyła to pomieszczenie zaniemówiłam. Było ono o wiele większe od mojego starego pokoju.
Siadłam na jednym z łóżek które było ustawione pod oknem. Miejsce to wyglądało bajecznie.
Kiedy przyglądałam się pomieszczeniu do pokoju wpadła rudowłosa dziewczyna. Wyglądała na miłą i szaloną.
-Hej
-Cześć ja jestem Violetta
-Miło mi ja jestem Camilla
Po między nami zapadła nieprzyjemna cisza.
-To...Skąd pochodzisz?
-Z Buenos Aires a ty?
-Ja też dziwne że się wcześniej nie spotkałyśmy
Do pokoju weszła Ludmiła.
-Hejka ty jesteś Camilla prawda? Ja jestem Ludmiła miło mi cie poznać
-Mi też
-Idziecie ze mną zwiedzać szkołę
-Chętnie
We trójkę wyszłyśmy z apartamentu. Kolejny raz dzisiaj trafiłam na tego osła.
Chciałam jak najszybciej z tam tąd uciec. Niestety nie udało się.
-I co ofermo kolejny raz się widzimy
-No wiesz idioto jak widać
-Ktoś jest ostry ałć
-Ktoś mądrością dzisiaj nie grzeszy pacanie
-Ale mi dopiekłaś zabolało
-Dziewczyny chodźcie- zwróciłam się do przyjaciółek które przyglądały się naszej rozmowie
-Ta...lepiej uciekaj
-Udław się-powiedziałam i odeszłam
-Viola z kąt znasz Leona? To ja większe ciacho -wyznała ludmi
-Wpadałam n a niego dzisiaj, nie było to najlepsze spotkanie ale teraz nie mówmy o tym gdzie najpierw idziemy?
-Może do sali muzycznej?- zapytałam Cami
-To idziemy
Po około dziesięciu minutach doszłyśmy do wyznaczonego miejsca. Tak jak reszta szkoły było to piękne miejsce. Na ścianach wisiały gitary. Pod oknem stała perkusja. A na końcu w rogu sali była mała scena.
-To co kto śpiewa pierwszy?
-Może ty-wskazała na mnie Cami
-Ale ja nie umiem
-Musisz umieć inaczej by cię tutaj nie przyjęli dasz radę
-Niech wam będzie-powiedziałam niechętnie
Stanęłam przy mikrofonie, zamknęłam oczy a muzyka zaczęła lecieć. Całym sercem w czułam się w piosenkę. Słowa płynęły z mnie.
Kiedy muzyka ucichła usłyszałam brawa. Otworzyłam oczy i zobaczyłam.....'
Pozdrawiam.
 

 
Hey.:3 Mam już bloga pochodzę z bloga http://violetta0807.pinger.pl i http://bffweronikahania.pinger.pl Nigdy nie pisałam opowiadań więc warto spróbować. XD
Bohaterów nie będę przedstawiać , od razu Prolog.
***
Każdy z nas ma w swoim życiu chwile zwątpienia.
Chwilę w której chce się zamknąć oczy i już nigdy nie obudzić.
Co sprawia, że czujemy się w taki sposób?
Odpowiedź jest dosyć prosta.
Odrzucenie.
Niby taka błahostka a może sprawić największy ból.
Już od najmłodszych lat dowiadujemy się co oznacza bycie odrzuconym.
Przekonywujemy się, że nie liczy się twój charakter tylko zamożność.
Wiele osób zwraca uwagę na to w co się ubieramy, jak wyglądamy i jakie gadżety posiadamy.
To właśnie na tej podstawie nas oceniają.
Dla nich nie liczy się to jacy jesteśmy w środku.
Rodzice zawsze nam mówili, że nigdy nie ocenia się książki po okładce.
Choć nie wiem jak by była zniszczona w środku może kryć się piękno które tylko czeka na to by ktoś je odkrył.
Lecz czasami jest to nie możliwe.
Dlaczego?
Bo większość ludzi ocenia z pozoru a nie z charakteru.
I właśnie w tym tkwi największy problem.

Główna bohaterka nie pochodzi z zamożnej rodziny. Już od małego musiała zarabiać na siebie. Każdy naśmiewał się z niej, z jej wyglądu, charakteru i z tego że jest gorsza bo nie ma takich ''zabawek'' jak inni.
Kiedy miała zaledwie dwanaście lat przekonała się co oznacza stracić kogoś kogo kocha się nad życie.
Straciła ona matkę.
Przez kilkanaście tygodni nie mogła otrząsnąć się po tak bolesnym zdarzeniu.
Zamknęła się w swoim własnym świecie. Nikt nie mógł jej pomóc. Dopiero po kilku latach staje na nogi.
Spełnia swoje największe marzenie.
Idzie w ślady swojej matki i dostaję się do najlepszej szkoły muzycznej na całym świecie.
To właśnie tam się przeprowadza i tam zaczyna od nowa.
Pozdrawiam .